Rok 2025 był dla mnie rokiem dochodzenia do formy po przeżyciach szpitalnych z czwartego kwartołu 2024 i stycznie 2025.
1. 24 kwietnia zmarł Stanisław Żyła. Wprawdzie przestałem informować o ślubach, narodzinach i zgonach w rodzinie (chyba, że od zainteresowanych dostanę taką prośbę), Staszka Żyły jednak pominąć nie mogę.
2. Nie wyjeżdżaliśmy za granicę, ale co nieco zwiedzaliśmy w kraju.
3. To były piękne dni czyli pojawiliśmy się m.in. na:
4. Wybraliśmy z Klubami „Tygodnika Powszechnego” na:
5. Nadal rozwija się działalność Piwnicy Powszechnej czyli lokalu Krakowskiego Klubu „TP”. O tym. co się tam dzieje, informują kolejne numery naszego biuletynu „Piwnica Powszechna”.
6.Oprócz tego:
7. I jak co roku, odrobina entomologii.
1. Zmarł Stanisław Żyła, kuzyn, syn Rozalii z Urbańczyków Żyłowej, siostry mego ojca.

Był serdeczny, przyjacielski, wesoły, zawsze mogłem się od niego czegoś ciekawego dowiedzieć.

Spotykałem go od wczesnego dzieciństwa. Najpierw z okazji rodzinnych przyjazdów do Wilczy.
Jesteśmy oboje na powyższym zdjęciu zrobionym podczas złotego wesela dziadków Urbańczyków.

Jeśli ktoś nie wyszukał nas na tamtym zdjęciu, to tu jest odpowiedni fragnent. Staszek, uśmiechnięty jak zwykle, jest obok Halinki Żylanki (córki Franciszka), pierwszej od lewej. Obok z zacienioną twarzą mój brat Kuba (Stanisław Jakub). dalej ja w objęciach mamy,a za nami Marysia Nowakówna, córka cioci Marysi i wujka Tomka.

Tu z kolei na zdjęciu podczas Bożego Narodzenia 1950. Po lewej od uśmiechniętego Staszka mój brat Kuba, poniżej Jaś syn stryja Alezia. W prawo Lucia Żylanka z Krysią, córką stryja Alezia, niżej ja, moja mama zwrócona ku Cioci Zosi. Całkiem na prawo mój ojciec, ciocia Rózia i siostra Hania.

Tutaj Staszek Żyła w 1955 roku, w ogrodzie w Wilczy, prezentuje wspaniałe mieczyki-gladiole,
W tym okresie (1953-55) najbardziej zżyliśmy się ze Staszkiem. Studiował ogrodnictwo w Poznaniu i mieszkał u nas. Trzykrotnie obchodził imieniny wspólnie z moim ojcem i bratem.
A że miał melodyjny głos, wspólnie śpiewali, tworząc imieninowy chór trzech Stanisławów.

Gdy znów zamieszkaliśmy w Krakowie, spotykaliśmy się rzadziej, zwykle na Wielkanoc, gdyż przez kilka lat przyjeżdżalismy tam z bratem. To zdjęcie zrobione po Wielkanocy 1958. Wspominam kilka wspólnych spacerów na pola, podczas których Staszek bacznie przyglądał się polnym różom i raz po raz wycinał rozgałęziająe się pędy, które po ukorzenieniu się miały stanowić podkładki do oczkowania szlachetnych odmian.

Od lat 60. spotykaliśmy się coraz rzadziej, najczęściej na rodzinnych pogrzebach. Tutaj Staszek, w towarzystwie żony Geni, w Magnuszewicach, na pogrzebie swej siostry, Luci, czyli Łucji z Żyłów Nowakowej (28 czerwca 2016).

Tutaj Staszek w towarzystwie mojej siostry, Hani, tego samego dnia.

W sierpniu 2018 roku Staszek z innymi przedstawicielami rodziny Żyłów bawił w Przybradzu, tropiąc swe korzenie rodowe. Później, razem złożyliśmy wizytę we młynie w Zatorze. Młyn już od kliku lat nie działa, jest zlikwidowany. Ale jeszcze można się przespacerować wzdłuż koryta dawnej młynówki. Obok Staszka na zdjęciu (dziś już Ś.P.) Jacek Głownia, wnuk Franciszka i Marii, siostry mojego dziadka.

Podczas wizyty we młynie wznosimy toast za pomyślność naszych rodzin z nadzieją dalsze kontakty.

Staszek dostarczył nam sadzonki wspaniałych róż, Niektóre z nich do dziś przetrwały.
2.1 Pod Kolbuszową, na skraju lasu, koło Poręb Kupieńskich (ale administracyjnie już na gruntach Kupna) Jan Pastula założył Galerię Sztuki Współczesnej.
Zaciekawiła nas wiadomość o tej galerii i wybraliśmy się tam w marcu. Oto chaty, w których galeria się mieści (fot. Adam Walanus)

Wita nas właściciel galerii i zarazem artysta, powiadomiony z góry o naszej wizycie (nie wybralibyśmy się bez zawiadomienia).

Dzieła Wojciecha Ćwiertniewicza Teleologia

Fragment ekspozycji Agnieszki Filipek Ślady niewidzialnych światów.

Mozaiki ceramiczne Agnieszki Filipek.

Ściana o tematyce skralnej

Ciekawy przykład upcyclingu. Chyba nie było w pobliżu opisu, kto jest autorem.
Dalsze zdjęcia z galerii Pastuli zamieszczam bez komentarzy. Nie pamiętam autorów ani innych danych związanych z nimi (o ile w ogóle były).



fot. Adam Walanus

fot. Adam Walanus

Nacieszywszy się galerią Pastuli, ruszyliśmy do Kolbiszowej. Oto Rynek w Kolbuszowej z zabytkową XIX-wieczną studnią miejską, ostatni raz odnowioną w 2012 roku.

Zabytkowa Kolegiata Wszystkich Świętych w Kolbuszowej – z połowy XVIII wieku, po pożarze 1852 odbudowana i przebudowana, z wykorzystaniem murów pierwszego kościoła. W 2010 roku kościół przeszedł generalny remont w ramach przygotowań do 500-lecia parafii.

Z kolei zawitaliśmy do Tarnobrzega. W dawnym rynku, w najstarszej części Tarobrzega, postawiono w 1904 roku, z okazji 110 rocznicy insurekcji kościuszkowskiej, pomnik Bartosza Głowackiego. Mimo, że sam bohater nic wspólnego nie miał z Tarnobrzegiem, jego pomnik jest symbolem miasta, a rynek otrzymał nazwę Placu Bartosza Głowackiego. Pomnik jest autorstwa Michała Korpala.

Widok w kierunku Sanktuarium Matki Bożej Dzikowskiej, czyli kościoła p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Kościół zbudowano w 1706 roku,
a cudowny obraz, jak nazwa wskazuje, pochodzi z zamku w Dzikowie. Do kościoła przylega klasztor dominikanów.
W latach 1974-75 podczas służbowych pobytów w Tarnobrzegu,
odwiedzałem tam wieczorami o. Jana Górę, na jego pierwszej placówce duszpasterskiej.

Rzut oka na budynek Sądu Okręgowego i Rejonowego oraz Prokuratury Okręgowej i Rejonowej w Tarnobrzegu.

Pałac w Dzikowie (dziś część Tarnobrzega) od 1834 roku był główną siedzibą rodową Tarnowskich herbu Leliwa. Początek pałacowi dał XV-wieczny wieżowy dwór obronny, W kolejnych wiekach dobudowywano skrzydła zamkowi, aż w 2 połowie XVIII wieku zamek przebudowano na barokowy pałac, W 1834 dokonano przebudowy nadając pałacowi styl neogotycki. Po wielkim pożarze w 1927 roku, zamek odbudowano nadając mu styl wczesnobarokowy.

Jedno z wnętrz pałacowych.
Pałac miał być od 1834 roku główną siedzibą rodową i zarazem muzeum rodowym. Tarnowscy zgromadzili ciekawe zbiory, niestety, część padła ofiarą pożaru,
a większość w II wojnie światowej uległa rozproszeniu. Obecnie pałac jest siedzibą Muzeum Historycznego Miasta Tarnobrzega.

Inny widok tego samego pokoju.

Sala reprezentacyjna, wygląd obecny.

Ta sama sala, wygląd przed pożarem w 1927 r.

Jedan z obrazów w Dzikowie.

Zabytkowy stół z końca XIX w. Podobny stół mieliśmy w domu, jako dzieci z upodobaniem bawiliśmy się pod nim.

A na stole – talerz japoński w stylu Imari. Talerze Imari wytwarzano w Japonii od XVII w. W XVIII w zaczęto je imitować w Miśni, a potem i w innych manufakturach.
<
Fragment ekspozycji portretów Anieli Pawlikowskiej.
Aniela Pawlikowska urodziła się we Lwowie w 1901 roku, zmarła w Londynie w 1980 roku.
Była ilustratorką książek, projektantką pocztówek, ale też znakomitą malarką-portrcistką.

Po zwiedzaniu pałacu-muzeum – wspólne zdjęcie z przewodnikiem.

Pałac otoczony jest parkiem krajobrazowym. W parku widać pierwsze kroki wiosny – kwitnie złoć żółta.

A tu w kolejnym parku, wokół pałacu w Baranowie Sandomierksim – kwitną ziarnopłony i fiołki.

Zamek w Baranowie Sandomierskim zbudowali pod koniec XVI w Leszczyńscy, właściciele Baranowa od 1569 roku. Przypuszcza się, że kształt architektoniczny na wzór Wawelu nadał mu włoski architekt Santa Gucci. Po zniszczeniach II wojny światowej zamek został odbudowany i odrestaurowany w latach 1959-1969. Potem przekazano go Kopalniom i Zakładom Przetwórczym Siarki „Siarkopol" w Tarnobrzegu. Od 1997 roku należy do Agencji Rozwoju Przemysłu S.A.

Nad bramą zamkową – zegar z napisem Amicis qualibet hora, co znaczy: Przyjaciele w każdej godzinie [mile widziani] (dosł. Przyjaciołom jakakolwiek godzina).

Zamek jest trzykondygnacyjny. Posiada cztery okrągłe baszty w narożach, prostokątną wieżę pośrodku ściany frontowej oraz wewnętrzny dziedziniec otoczony pięknymi, dwukondygnacyjnymi krużgankami.

W dawnych zamkach renesansowych dostęp do kolejnych pięter był poprzez krużganki. Nie było wewnątrz klatek schodowych. W Baranowie zachowały się zewnętrzne schodzy, inaczej niż w przypadku Wawelu.
2.2 Od paru lat słyszeliśmy o arboretum w Bolestraszycach, dopiero w ostatnim roku na przełomie kwietnia i maja wybraliśmy się zobaczyć, jak wygląda. Zatrzymaliśmy się w Przemyślu, a później zajechaliśmy też do Krasiczyna i Jarosławia.

Przemyśl – widok z ul. ks. Jerzego Popiełuszki na archikatedralny sobór grekokatolicki św. Jana Chrzciciela.

Widok od ul. Karmelickiej w kierunku Bazyliki archikatedralnej p.w. św. Jana Chrzciciela i Wniebowzięcia NMP.

Kościół Karmelitów Bosych p.w. św. Teresy z Avili.

Ulica katedralna.

Północna pierzeja Rynku w Przemyślu - część wschodnia.

W części zachodniej Rynek staje się wielopoziomowy.

W środku Rynku jest ławeczka Dobrego wojaka Szwejka. Autorem rzeźby przemyskiego Szwejka jest rzeźbiarz Jacek Michał Szpak. Akcja powieści Jaroslava Haška ma epizod rozgrywający się w Przemyślu, tylko że Szwejk trafił do Przemyśla jako jeniec przebrany w mundur rosyjski, a rzeźba przedstawia go w mundurze C.K. armii austro-węgierskiej, siedzącego na skrzynce z amunicją, trzymającego kufel piwa i fajkę.

A że Szwejk handlował schwytanymi psami, w pobliżo Szwejka jest również piesek.

Przedłużeniem Rynku jest Plac Dominikański. Tam, w pobliżu starostwa, przy Bramie Rycerskiej stoją figury z brązu. Przedstawiają węgierskiego huzara i polskiego ułana naturalnej wielkości. Na zdjęciu polski ułan obok swego konia. Ułan jest z 1. Pułku Ułanów „Beliniaków". Autorami rzeźb są Piotr Zbrożek, Elżbieta Zając-Zbrożek oraz Sandor Györfi.

Obok ułana i huzara stoją ich konie. Dzieci uwielbiają je dosiadać. Tu na koniu węgierskiego huzara.

Przy Placu Berka Joselewicza stoi Muzeum Narodowe Ziemi Przemyskiej, oddane do użytku w roku 2008. Gmach jest projektu firmy KMM Kozień, a jego architekci kandydowali do Nagrody im. Miesa van der Rohe w 2009 roku, przyznawanej za najlepszą europejską realizację architektoniczną.

Fragment holu głównego zabytkowego dworca kolejowego Przemyśl Główny. Dworzec został wybudowany w latach 1859–1860 w stylu neobarokowym. W latach 2010–2012 przeszedł gruntowny remont, przywracający mu wygląd sprzed 100 lat. Malowane plafony, dzieła Feliksa Wygrzywalskiego i Jana Talagi, przedstawiają herby i symbole rzemiosł.

Wnętrze zabytkowej restauracji wewnątrz Dworca kolejowego w Przemyślu. Utrzymane w stylu neobarokowym z bogatą sztukaterią i malowidłami. Restauracja jest obecnie znów czynna.

Jednym z najważniejszych zabytków Przemyśla jest Zamek Kazimierzowski na Wzgórzu Zamkowym, wzniesiony przez Kazimierza Wielkiego, ale później przebudowywany, m.in. w XVI wieku nadano mu styl renesansowy.

Zachód słońca nad Przemyślem, ze Wzgórza Zamkowego.

Bakończyce, niegdyś wieś podprzemyska, obecnie jest dzielnicą Przemyśla.
W latach 1885-87, mój pradziad, Maksymilian Nitsch, architekt krakowski, na zlecenie Hieronima Lubomirskiego zaprojektował i zbudował w Bakończycach okazały pałac.
Z powodu braku dostatecznych środków, rezydencja nie została wykończona wewnątrz.
Pałac jest w stylu neorenesansowym, z pewnymi elementami neobarokowymi i neogotyckimi.
Na zdjęciu widok z północnego zachodu. Widać elewację północną, flankowaną przez dwie ośmiokątne baszty. Z elewacji zachodniej widać jedynie baszty i ryzalit pomiędzy nimi.

Widok od południowego zachodu. Z elewacji zachodniej nadal widać jedynie baszty i ryzalit pomiędzy nimi. Więcej widać, jeśli idzie o elewację południową. Flankują ją dwie baszty kwadratowe, przy czym do baszty południowo wschodniej dostawiona jest smukła wieża okrągła, stanowiąca dominantę pałacu. Elewacja między basztami jest silnie rozczłonkowana przez środkowy ryzalit wraz z częściowo wtopioną w niego rotundą.

Tutaj widać elewację południową en face.

Pod południowo-wschodnim narożnikiem pałacu.

Z kolei widok od północnego wschodu.

Centrum elewacji północnej stanowi loggia osłaniająca wejście do pałacu. Obecnie w pałacu mieści się rektorat i część administracji
Państwowej Akademii Nauk Stosowanych w Przemyślu.
Bardzo wątpliwe, by widoczne tu kolumny i półkolumny były autorstwa Maksymilana Nitscha, biorąc pod uwagę brak kapiteli. Najwyraźniej są efektem późniejszych remontów.
Arboretum w Bolestraszycach założył Jerzy Piórecki w roku 1975, czyli przed 50 laty. Może dlatego nie widać tam drzew pomnikowych? W końcu każde arboretum kiedyś było świeżo założone, więc może na kolejne 50 lat arboretum w Bolestraszycach będzie imponujące? Na razie bradziej przypomina ogród botaniczny, może dlatego, że po części pełni także jego funkcje. Jest tam co podziwiać.

Zbiór różnych odmian tulipanów.

Arboretum utrzymuje kolekcję rzadkich roślin wodnych i bagiennych. Po części temu służy piękny staw, z pomostem przez jego środek.

Akutat przypadła pora kwitnienia różaneczników (Rhododendron). Tutaj odmiany o kwiatach fioletowych.

Tutaj krzew różanecznika o kwiatach białych.

Wśród stosunkowo młodych grabów wzdłuż alejki, znalazło się starsze drzewo, obrosłe bluszczem.

Tu kwiaty Dwutarczki brzuchatej (Dipelta ventricosa) z rodziny przewiertniowatych. Dziko rośnie w górach Chin i na pograniczu Tybetu.

Arboretum położone jest na dwóch terasach doliny Sanu. Schody między górną a dolną terasą.

Ławeczka czekająca, by ktoś zechciał odpocząć.

Zbliżamy się do zamku w Krasiczynie.

Dziedziniec zamku w Krasiczynie.
Zamek, jak podają przewodniki, jest w stylu renesansowo-manierystycznym. Zbudowany w w. XVI-XVII, potem nieraz niszczony, rabowany i restaurowany.

Kolejny widok dziedzińca.

Widok od strony północno-zachodniej.

Pod zamkiem od północno-zachodniej strony leży spory staw.

Starych drzew w krasiczyńskim parku mogłoby pozazdrościć niejedno arboretum. Pokazuję jaki gruby pień ma ta lipa.

Ta lipa to Helena, zasadzona w 1857 roku.

Tu z kolei cisowa kępa. Gałęzie usiłują wydostać się spod cienia.

Staw w południowej części parku.

Jeszcze jeden widok na staw.

Ileż pomnikowych drzew przy tej alei.

I jeszcze jedna stara lipa.

Rynek w Jarosławiu.

XVII-wieczny ratusz w Jarosławiu. Po kilku przebudowach, pod koniec XIX wieku, nadano mu wygląd neorenesansowy.

Podcienia w Rynku Jarosławia.

Grekokatolicki kościół (cerkiew) Przemieniena Pańskiego. Postawiony w XVIII wieku, przebudowany przed I wojną światową.

Ulica Jana Sobieskiego, spod kościoła Przemienienia Pańskiego w stronę Rynku.

Targ na przedłużeniu ul. Franciszkańskiej, koło ul. Trybunalskiej.
2.3 Aż dziwnie się czuję, gdy spostrzegam, że to była nasza pierwsza wizyta, od czasów pandemii, w rodzinnym mieście Bożeny, Łańcucie. Jest to też racja, by zamieścić parę zdjęć z parku, który także ma piękne drzewa i krajobrazy.

Widok zza fosy na eksedrę (półkolistą kolumnadę), zwykle oglądaną z przeciwnej strony.
.
W którą stonę iść? Do Zameczku romantycznego, czy raczej ku szklarniom?

Piękny jest staw w parku, zwłaszcza gdy kwitną grzybienie.

Stare kasztanowce.

Starych drzew ubywa po każdej większej wichurze, Ale na ich miejsce rosną nowe. Tyle, że aleja nie ma „symetrii”.

Staję pod starą lipą.

Tak starą akację (robinię), rzadko spotyka się.

Zdarza się w parku napotkać turystów w wynajętym zabytkowym powozie.

Fontanna przed pergolą i kortami tenisowymi.

Storczyk z rodzaju Miltonia, zwany pospolicie storczykiem bratkowym. Dziko rośnie w górach Ameryki.

Para storczyków z rodzaju Vanda. Storczykarnię w Łańcucie warto odwiedzić, jeśli tylko czas pozwala!

I na koniec, w storczykarni, wspólne zdjęcie.
3.1 Wręczenie Nagrody im ks. Musiała za rok 2025 odbyło się 7 marca 2025 w Pałacu Wielkopolskich w Krakowie.
Nagrodę ustanowił Klub Chrześcijan i Żydów „Przymierze”. Jej fundatorami są rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego, prezydent Krakowa i Gmina Wyznaniowa Żydowska w Krakowie. Wyboru laureatów dokonuje kapituła, której przewodniczy rektor UJ. Nagroda jest przyznawana w dwóch kategoriach:
- za twórczość w duchu dialogu,
- za inicjatywy społeczne na rzecz dialogu i współpracy chrześcijańsko-żydowskiej i polsko-żydowskiej.

Patron Nagrody.

Tegoroczni laureaci.

Warta u wejścia na Salę Obrad Rady Miasta Krakowa.

W Sali Obrad wita przybyłych prowadzący uroczystość Piotr Nawrocki, prezes Klubu Chrześcijan i Żydów „Przymierze”.

Potem zabiera głos o. Marek Krzysztof Donaj OSA. Wygłasza ciekawe wspomnienie o Tadeuszu Jakubowiczu,
niedawno zmarłym (17 listopada), byłym przewodniczącym Gminy Żydowskiej w Krakowie.
Mówi m.in. że młodzi, nie znając historii Żydów nastawieni są do nich wrogo, a priori.
Że polskiego antysemityzmu nie można z pamięci wypierać, udawać, że go nie ma.
Kiedy w Łodzi był ingres bp. Rysia, przyjechał tam razem z Tadeuszem Jakubowiczem.
Był zaproszony do udziału w koncelebrze, ale zrezygnował, by uczestniczyć siedząc razem z Tadeuszem. Ważniejsze od współudziału w liturgii było dla niego bycie razem.

W kategorii za twórczość w duchu dialogu nagrodę otrzymuje kard. Grzegorz Ryś,
za książkę Chrześcijanie wobec Żydów. Od Jezusa po inkwizycję. XV wieków trudnych relacji.
Laudację laureata wygłasza prof. Piotr Jedynak, rektor UJ:
To wyjątkowa i nowatorska publikacja, w której autor, historyk mediewista, wnikliwie i krytycznie relacjonuje, w jaki sposób Kościół odnosił się do Żydów i judaizmu
na przestrzeni wieków. Co istotne, u początków tej książki leżał współorganizowany przez autora, wówczas jeszcze rektora krakowskiego seminarium,
cykl wykładów „ABC relacji chrześcijańsko-żydowskich”. Za tym tytułem kryje się więc nie tylko sama publikacja, ale także wieloletnia praca naukowa i dydaktyczna
przekładająca się na osobiste zaangażowanie w dialog i szereg przedsięwzięć mających realny wpływ na jego kształt.
Kwestia znaczenia tradycji żydowskiej i dialogu z judaizmem dla chrześcijan jest jednym z kluczowych wątków w licznych publikacjach i wypowiedziach kard. Grzegorza Rysia.
Na słowach się nie kończy, czego świadectwem mogą być działania podejmowane w tej dziedzinie w Archidiecezji Łódzkiej i na poziomie ogólnopolskim.

Kardynał Grzegorz Ryś odwołał się m.in. do 2 pytań, jakie w 2001 roku ówczesny prefekt Kongregacji Doktryny Wiary zawarł we wstępie do bardzo ważnego dokumentu stworzonego przez Papieską Komisję Biblijną Lud Żydowski i jego święte pisma w Biblii chrześcijańskiej. - Kardynał stawia te dwawstrząsające pytania. Pierwsze jest takie: czy po Szoah, wiedząc co się stało, chrześcijanie mogą z czystym sumieniem być uprawnionymi dziedzicami Biblii Izraela i czy jeszcze mają prawo proponować chrześcijańską interpretację tej Biblii, czy to nie wygląda na uzurpację? To jest pierwsze pytanie kardynała Ratzingera. Czyli jeśli znamy cały dramat Szoah, to czy my możemy zrobić taką operację, że cieszymy się z tego, w jaki sposób Torę wykłada rabin i na to odważamy się nakładać chrześcijańską interpretację. Ratzinger pyta się: czy mamy prawo to robić, po tym co się stało i co opisujemy słowem zagłada? Jest jeszcze drugie pytanie: Czy Nowy Testament - przez to jak przedstawia Żydów i Naród żydowski - sam nie przyczynił się do stworzenia wrogości względem nich dostarczając wsparcia ideologii tych, którzy chcieli zniszczyć Izraela?

W kategorii za podejmowanie inicjatyw społecznych na rzecz pojednania i współpracy chrześcijańsko-żydowskiej i polsko-żydowskiej.
nagrodę otrzymała s. Katarzyna Kowalska NDS. Laudację laureatki wygłosił Stanisław Kracik zastępca prezydenta miasta Krakowa.
Katarzyna Kowalska od ponad 20 lat aktywnie angażuje się w budowanie dialogu chrześcijańsko-żydowskiego oraz międzyreligijnego w Polsce i za granicą.
Praktyczne i teologiczne doświadczenia zdobywała m.in. w Izraelu oraz w czasie studiów doktoranckich w Londynie. Laureatka kształci i edukuje w zakresie dialogu,
występując na licznych konferencjach, sesjach i seminariach. Wielokrotnie upominała się też o uznanie dla roli kobiet w dialogu międzyreligijnym,
co jest szczególnie wrażliwym i ważnym problemem w Kościele w Polsce.
Siostra Kowalska jako Polka, która urodziła się na Podkarpaciu - w niegdysiejszej krainie sztetli - przekonuje, że mamy obowiązek poznawać,
kim byli nasi żydowscy sąsiedzi. Musimy przywracać pamięć o nich, budować mosty zrozumienia i empatii oraz uczyć, że inna religia, kultura czy kolor skóry
nie są zagrożeniem, ale ubogaceniem. Laureatka udowadnia, że odkrywanie i coraz głębsze poznawanie historii Żydów polskich, z ich bogatą tradycją duchową,
może być oryginalnym wkładem w teologię. W jej ocenie ważnym elementem dialogu jest nie tylko integracja, ale także podkreślenie szacunku do odrębności.
Jej ścieżka duchowa i akademicka pokazuje, że możemy być bardzo blisko, a jednocześnie zachowywać swoją tożsamość.

Dziękując za wyróżnienie, siostra Katarzyna Kowalska przypomniała o artykule Czarne jest czarne, który w 1997 roku opublikował na łamach „Tygodnika Powszechnego”
ks. Stanisław Musiał. Pisał o antysemityzmie jako chorobie społecznej obecnej w wielu krajach świata, w tym również w Polsce.
Jej zdaniem, zarówno wtedy, jak i dziś, artykuł ten jest trudny, ale trzeba do niego wracać, bo wciąż niestety jest aktualny i woła o przyjęcie postawy,
jak mawiał Marian Turski, „do nie bycia obojętnym”.
- Trzy tygodnie temu byłam w Sydney, w którym spotykała się Światowa Rada Chrześcijan i Żydów, której jestem wiceprzewodniczącą.
W synagodze i muzeum żydowskim służby odnalazły ładunki wybuchowe. Z kolei w Melbourne odwiedziliśmy synagogę, która została podpalona.
W Rzymie, z którego właśnie wróciłam, poinformowano nas, że tylko w 2024 roku było zgłoszonych ponad 1000 ataków antysemickich.

Na końcu wypowiadał się jeszcze ks. Łukasz kamykowski, przedstawiciel Komitetu Episkopatu ds. Dialogu z Judaizmem, konsultor Rady KEP ds. Dialogu Religijnego.
3.2 Marsz Równości w Krakowie odbył się tego roku 17 maja.
Smutne jest, że wciąż jest tylu polityków, którzy budują swą karierę na wrogości wobec osób LGBTQ+.
Czy się nam podoba to, czy nie, takie osoby przychodzą i będą przychodzić na świat i nic na to nie poradzimy. Możemy co najwyżej walczyć o mniej plastików w środowisku.
Bo ksenoestrogeny z plastików przyczyniają się do wzostu liczby narodzeń takich osób. Udawanie, że ich nie ma, próby pozbawiania ich praw obywatelskich nie są wyjściem.
Osoby nienormatywne mają takie samo prawo do organizacji Marszu Równości, jak nacjonaliści do Marszu Niepodległości, a nawet większe, bo podczas Marszów Niepodległości zdarzają się nawoływania do przemocy.
Tego roku Marsz rozpoczynał się w sporym deszczu.
Tu chwila przejaśnienia - widać zmokniętą policję.
Widać parę osób z grupy „My rodzice”, czyli rodziców dających wsparcie swym „nienormatywnym” dzieciom
3.3 W dniach 26-27 września odbyła się w Krakowie, w hotelu Holiday Inn, XXV Międzynarodowa Konferencja „Rola chrześcijan w procesie integracji europejskiej”.
Konferencja jest organizowane przez Fundację im. bpa Tadeusza Pieronka, współorganizatorem Konferencji jest
Grupa Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim, Centrum Dokumentacji Europejskiej oraz Komisja Konferencji Biskupów Unii Europejskiej.
.
Program był bardzo wypełniony, tak jak w poprzednich latach: Cztery sesje panelowe, każda z udziałem wybitnych osób.
Na otwarciu Konferencji zabrali głos:
Rafał Budnik, prezes Zarządu Fundacji im. bp. Tadeusza Pieronka,
Stanisław Kracik, Wiceprezydent Krakowa,
Alojz Peterle, Fundacja Roberta Schumana w Luxemburgu, były Premier Słowenii poseł do PE w latach 2004-2019,
Željana Zovko, Posłanka do PE, Wiceprzewodnicząca Grupy Europejskiej Partii Ludowej w PE,
współprzewodnicząca Grupy Roboczej EPL ds. dialogu Międzykulturowego i Międzyreligijnego,
Andrzej Halicki, wiceprzewodniczący Grupy Europejskiej Partii Ludowej w PE
dr Adam Jarubas, współprzewodniczący Delegacji Polskiej w Grupie EPL w PE
ks. dr Manuel Barrios Prieto, sekretarz generalny COMECE.

Rafał Budnik, otwierając Konferencję, po powitaniu uczestników, przypomniał genezę cyklu spotkań, który narodził się w biurze sekretarza Jana Pawła II. „Pomysł powstał w 2000 roku, a celem było uzyskanie jednoznacznej deklaracji Kościoła Katolickiego, wspierającej poparcie dla wstąpienia Polski do Unii Europejskiej w referendum. To zakończyło się sukcesem”, podkreślił Budnik. Nawiązując do słów bp. Pieronka, zaznaczył, że integracja europejska to nie jednorazowe wydarzenie, lecz ciągły proces, dlatego konferencje muszą być kontynuowane.

Stanisław Kracik wspominał osobiste spotkania z bp. Pieronkiem: „Należę do tych szczęściarzy, którzy mieli możliwość poznania bp. Pieronka, kolędowania z nim razem. Kraków był wówczas inny”. Odnosząc się do aktualnych wyzwań, stwierdził: „Ufam, że będziemy mogli dalej, nie pokątnie, o roli chrześcijaństwa w Europie rozmawiać”. Życzył owocnych obrad i wyraził nadzieję, że „ta nowa świecka tradycja nie zaniknie, pan prezes się nie zniechęci, a ta idea ‘Pieronkaliów’ będzie trwała”.

Alojz Peterle podkreślił długoletnie wsparcie Fundacji Roberta Schumana dla konferencji: „Nasza Fundacja Schumana wspierała te konferencje od początku. Wspominam z przyjemnością te, w których uczestniczył bp. Pieronek”. Nawiązując do wartości towarzyszących integracji – wolności i solidarności – stwierdził, że „formuły krakowskie zawsze były głosem mocnym i jasnym na rzecz jedności Europy”. Cytując słowa Jana Pawła II: „Nie lękajcie się”, Peterle podkreślił ich aktualność. Krytykując polaryzację w Europie, powiedział: „Jeżeli będziemy spolaryzowani, nie będziemy mogli zjednoczyć Europy. Musimy się zgodzić, czym jest poszanowanie godności człowieka w tych nowych okolicznościach”. Wskazał, że Europa może być samotna, ale chrześcijanie z definicji nie mogą – oni muszą być filarem wspólnoty.

Željana Zovko podkreśliła unikalną rolę grupy EPL: „Jesteśmy jedyną grupą, która na przestrzeni ostatnich 25 lat stanowiła platformę dialogu międzyreligijnego i ekumenicznego. Zwłaszcza głos prześladowanych był dla nas ważny, by wybrzmiał w Parlamencie Europejskim”. Omówiła inicjatywy dotyczące religii, dyplomacji i pokoju, nawiązując do myśli Jana Pawła II o chrześcijaństwie jako korzeniu Europy. „Dyskusje z liderami o tym, jak wartości chrześcijańskie mogą być inspiracją w przyszłości – na nich trzeba budować przyszłość, one stanowią ważny kompas i zobowiązują do odpowiedzialności”.

Andrzej Halicki podziękował za 25 lat organizacji konferencji i pogratulował jubileuszu, ostrzegał przed samotnością: „Musimy się obawiać samotności. Ona jest testowana każdego dnia. Odpowiedzią na samotność jest wspólnota – wspólnota musi być zjednoczona, silna, musi reagować sprawnie”. Wymienił wyzwania: militarne, gospodarcze, tożsamościowe, chaos informacyjny i niekontrolowany postęp technologiczny. Podkreślił rolę chrześcijan w kształtowaniu wspólnoty: „Jesteśmy izolowani od prawdy. Jak się temu przeciwstawić? Jak kształtować naszą wspólnotę w świecie, który pędzi technologicznie w sposób niekontrolowany?”.

Adam Jarubas dołączył do podziękowań za tradycję konferencji i podejmowanie aktualnych tematów. Odczytał list od wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza, w którym podkreślił, że „powrót do chrześcijańskich wartości jawi się nie jako powrót do przeszłości, ale jako źródło odnowy”.

Ks. Manuel Barrios Prieto zauważył utratę wpływów Europy na arenie międzynarodowej: „Jest poczucie, że szybko tracimy wpływy, jakimi cieszymy się w świecie. Mamy wielu graczy regionalnych, którzy się rozwijają i zaczynają wieść prym”. Apelował o nadzieję opartą na mocnych fundamentach: „Dla chrześcijan źródłem nadziei jest wiara w zmartwychwstanie. To filar naszej nadziei”. Cytując św. Augustyna, ostrzegał przed nadzieją bez fundamentów. Podkreślił wagę jedności i solidarności, opierając się izolacjonizmowi i nacjonalizmowi: „Musimy odkryć kreatywną wierność podstawowym wartościom, które zainspirowały założycieli Unii Europejskiej. Wierność to nie niezmienność. Twórcza wierność to sprawienie, by to co ważne było odpowiednio zaadaptowane do aktualnej rzeczywistości”.
Każda z sesji była poprzedzona słowem wprowadzającym. Pierwszego dnia odbyły się dwie sesje.

Przed pierwszą sesją Massimo Faggioli – profesor w Trinity College w Dublinie, felietonista Commonweal miał wystąpienie wprowadzające do tematyki konferencji: Papieskie przemówienia do Europy i o Europie: Jan Paweł II, Benedykt XVI i Franciszek.

W I Sesji panelowej Kryzys uniwersalnej koncepcji demokracji i praw człowieka udział wzięli (na zdjęciu od lewej):
ks. Kazimierz Sowa, dziennikarz i publicysta – jako moderator sesji,
kardynał dr Ladislav Nemet S.V.D. – Metropolita Belgradu, wiceprzewodniczący Rady Konferencji Episkopatów Europy (CCEE),
Klaus Welle – Przewodniczący Rady Akademickiej Centrum Wilfrieda Martensa,
Wouter Beke – Przewodniczący Delegacji ds. stosunków z krajami Azji Południowo Wschodniej i Stowarzyszeniem Narodów Azji Południowo Wschodniej (ASEAN),
dr Victoria Martin de la Torre – autorka publikacji „Europa skok w nieznane”, założycielka Stowarzyszenia Forum Abrahama.

II Sesja panelowa Co dla chrześcijan oznacza „Bezpieczna Europa”? (fot. Adam Walanus)
została poprzedzona wprowadzeniem, Jego autor o. prof. Thomas Schwartz S.J. nie mógł być obecny, tekst przez niego przygotowany odczytała Anna Kaczor (na mównicy).
W sesji udział wzięli:
Dr Jan Olbrycht – członek Team Europe Direct , ekspert ds. Unii Europejskiej, poseł do PE w latach 2004-2024 – jako moderator sesji,
Željana Zovko – posłanka do PE, Wiceprzewodnicząca Grupy EPL w PE oraz współprzewodnicząca Grupy Roboczej EPL ds. Dialogu Międzykulturowego i Międzyreligijnego,
Katerina Pekridou – specjalistka ds. programów teologicznych i studiów Konferencji Kościołów Europejskich (CEC),
Halina Bieda – senatorka RP, wiceprzewodnicząca Senackiej Komisji Kultury i Środków Przekazu,
prof. Cezary Kościelniak – filozof, profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Wieczorem w Sukiennicach odbyła się Gala Nagrody im. Bp. Tadeusza Pieronka In veritate przyznawanej za wybitne postawy
i osiągnięcia w łączeniu wartości chrześcijańskich i europejskich.
Tegoroczni laureaci to:

Ján Figel’ (fot. Adam Walanus) – Specjalny wysłannik UE ds. promocji wolności religii i przekonań religijnych poza granicami UE, Komisarz Unii Europejskiej w latach 2006-2009, którego laudację wygłosił Mikulaš Dzurinda – premier Słowacji w latach1998-2006.

Prof. Hans-Gert Pöttering (fot. Adam Walanus) – przewodniczący Parlamantu Europejskiego w latach 2007-2009, Przewodniczący Fundacji Konrada Adenauera w latach 2010-2017, którego laudację wygłosił Jan Tombiński chargé d’affaires RP w Niemczech (od 2024).

Drugi dzień konferencji rozpoczął się od sesji III SI VIS PACEM… Czym dziś jest skuteczna obrona terytorium i wartości? Udział w niej wzięli:
Bartosz Bartosik – dziennikarz i publicysta, redaktor kwartalnika „Więź” – prowzdzący dyskusję,
Arnaud Danjean – doradca premiera Francji, poseł do PE (2009–2024),
prof. Anna Maria Siewierska – politolożka, Uniwersytet Rzeszowski,
Michał Szczerba – poseł do PE, współprzewodniczący komisji Ukraina-NATO przy ZP NATO,
i on-line prof. Natalia Popovych – socjolożka, przewodnicząca Domu Ukrainy w Danii.

IV Sesja panelowa miała temat AI i BIGTECH a procesy demokratyczne. Szansa czy zagrożenie? Wprowadzenie do niej wygłosił Gen. bryg. Mariusz Chmielewski –zastępca dowódcy Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni, doktor nauk technicznych, naukowiec, zajmujący się budową systemów i badaniami z zakresu sztucznej inteligencji, cyberbezpieczeństwa i wspomagania decyzyjnego.

W IV sesji udział wzięli:
Sylwia Czubkowska – dziennikarka i publicystka, autorka książki „Bóg techy” – prowadząca dyskusję,
Michał Fedorowicz – Przewodniczący Europejskiego Kolektywu Analitycznego Res Futura,
Jarosław Grzywiński – Prezes Zarządu NASK S.A.,
Loránt Vincz – poseł do PE, Koordynator Grupy EPP w Komisji Spraw Konstytucyjnych (AFCO).
Nie próbuję nawet streszczać dyskusji panelowych, a były bardzo interesujące. Zamiast tego zainteresowanych zachęcam do ich osłuchania. Są one dostępne na YouTube.
3.4 27 listopada 2025 odbyła się 25 Gala Nagrody in ks. Józefa Tischnera w Nowohuckim Centrum Kultury.
Obecnie nagrodę przyznaje się w dwóch kategoriach:
W I kategorii – za książkę lub cykl publikacji – wyróżniono w tym roku autorów,
którzy stawiają przed czytelnikiem wyzwania: nie poprzestawaj na łatwych diagnozach, drąż, pytaj o to, co możesz zdziałać.
W II kategorii – za inicjatywy społeczne lub duszpasterskie – kapituła Nagrody zwraca uwagę na postawy łączące w sobie solidarność i wytrwałość w działaniu.
Po raz pierwszy nie tylko wręczono nagrody laureatom, ale również podano do wiadomości naminatów do nagrody.
W I kategorii nominowani byli:
W II kategorii nominowani byli:

Uroczystość prowadzi Justyna Dżbik-Kluge dziennikarka polskiego radia (fot. Adam Walanus).
M.in. przytoczyła słowa ks. Tischnera,
„Wolność jest naszą podstawową wartością. Wolni ludzie to znaczy ludzie za coś odpowiedzialni. Bo wolność w naszym kraju wyraża się nie dążeniem do burzenia czegoś,
nie aktami terroru i gwałtu, ale wolność wyraża się zwiększonym poczuciem odpowiedzialności. (…) Jest jedno do zbudowania: do zbudowania jest człowiek.
Trzeba budować człowieka. Budować człowieka w sobie, budować człowieka w innym. Trzeba budować rozmaite wspólnoty ludzkie, bo nikt nie jest samotną wyspą”.

Łukasz Tischner przedstawił dzieje nagrody i jej cele (fot. Adam Walanus).

Wykład Tischnerowski, zatytułowany „O odwadze” wygłosił Wojciech Bonowicz. Podaję poniżej tekst w całości, za stroną internetową Tygodnika Powszechnego.
Była druga połowa lat 80., studiowałem na Uniwersytecie Jagiellońskim filologię polską. Koło Naukowe Polonistów (może zresztą było to jakieś inne grono, tego dokładnie nie pamiętam) zaprosiło na spotkanie ks. Józefa Tischnera. Czas był szczególny: w związku ze zmianami zachodzącymi w Rosji pojawiły się – z początku nieśmiałe, z czasem coraz śmielsze – nadzieje na to, że i w Polsce system zbudowany na przemocy i ograniczaniu wolności słowa zacznie się sypać. Nasze wykładowczynie i wykładowcy już się nie krępowali: zadawali nam do czytania teksty wydawane poza cenzurą, wiedząc, że w ten lub inny sposób mamy do nich dostęp. Oczekiwaliśmy od Tischnera komentarza do tej nowej sytuacji: czy nasza nadzieja jest uzasadniona?
Tischner przyszedł na spotkanie, ale zamiast mówić o tym, co się dzieje i czego można się spodziewać, wyciągnął tom opowiadań Tetmajera „Na Skalnym Podhalu” i zaczął czytać „Notatkę o polskim chłopie”.
Bohaterem opowiadania jest niejaki Tomek Gadeja z Polan, który wybrał się w Tatry szukać w jednej ze skalnych szczelin rudy, kiedyś wydobywanej na przemysłową skalę. Tomek Gadeja opowiada, że podczas pierwszej wyprawy nagle posypała się na niego lawina drobnych kamieni. Nie było rady: żeby nie zostać zasypanym, trzeba było energicznie przebierać nogami. Trwało to długo.
Pamiętam dobrze głos Tischnera czytającego: „Depcem, depcem, jo sie hań nie pytoł wtoro godzina? Bo śmierzć za mnom stała i coraz to ręcyskiem sięgała ku mnie”.
Na szczęście w porę nadeszła pomoc. Niemniej Tomek Gadeja nie daje za wygraną. Znów idzie w góry, znów w to samo miejsce. Tym razem – z powodzeniem. I tu w opowieści Tetmajera przychodzi czas na ogólniejszą refleksję. Pozwólcie, że zacytuję cały fragment:
„S cłowieke by nié miało być nika źle, kieby umioł duha utrzimać. Jak cie duk odstompi, to jus nogorse. Jo se to nieroz przibacujem i tagek se uwazował, bok i nieroz ze Sieckom z Maćke o tem radziéł, zeby trza duha w narodzie utrzimować. Coby nie béł bojący. Wygramodlas sie z bodejscego, ale sie nie bój! Kiebyk béł zginon, no to nic, a kiebyk béł po te rude nie poseł, toby béła przepadła”.
Pamiętam, że Tischner zatrzymał się dłużej przy tym zdaniu: „Kiebyk béł zginon, no to nic...”. Komentarz nawiązywał do myśli Hegla. Przecież nie chodziło tylko o tę rudę, ale również o to, żeby śmierć, żeby strach przed śmiercią nie miały władzy nad człowiekiem. Jeśli człowiek potrafi wznieść się ponad swoje rozmaite strachy, jest wolny.
Jeśli im ulegnie, jego wolność pozostanie jedynie marzeniem. Fragment opowiadania sprzed wielu dziesięcioleci nagle odsłonił swój aktualny – a może raczej ponadczasowy – sens.
Przywołuję to wspomnienie z oczywistych powodów. Niewątpliwie stajemy dziś przed jakąś próbą nadziei. Wystawia naszą nadzieję na próbę nie tylko obawa przed wojną i wszystkim, co z wojną się wiąże – to ostatecznie jest zrozumiałe. Ten, kto wywołał wojnę, stara się manipulować naszymi emocjami: podsycać nasze strachy, siać wątpliwości, osłabiać wolę oporu.
Główne uderzenie skierowane jest w naszą solidarność. Ogromne środki zaangażowane zostały w to, by przekonać nas, że solidarność z napadniętymi i z uciekającymi przed wojną jest naiwnością i nieroztropnością. Uderzenie wymierzone jest więc w to, co w nas najpiękniejsze. Szyderstwo, kłamstwo i strach – oto główne narzędzia, którymi posługuje się nasz przeciwnik.
Ale nie tylko wojna jest tym, czego się boimy. Być może jeszcze większym lękiem napełnia nas myśl o chaosie, jaki zapanował w świecie. Czy można nadal polegać na solidnych – jak się do niedawna zdawało – sojuszach? Czy polityka międzynarodowa nie jawi się nam wyłącznie jako gra interesów, w której silni nawet nie starają się udawać, że zależy im na sprawiedliwości, prawach człowieka i tak dalej? A polityka wewnętrzna – czy nie stajemy się zakładnikami krzykliwej mniejszości, która straszy nas rozmaitymi zagrożeniami, w większości wydumanymi?
Charakterystyczne, że ta mniejszość – nielubiąca demokracji, tęskniąca za taką lub inną formą rządów autokratycznych – chętnie posługuje się pojęciem wolności (jej przedstawiciele nazywają samych siebie „wolnymi ludźmi”) i chętnie też sięga po religię, żeby kolejny raz w naszej najnowszej historii użyć jej w walce o władzę.
Mówi się dziś coraz częściej o powrocie faszyzmu. Nie wiem, czy określenie jest adekwatne. Ja wolę mówić o „radykalizmie bez nadziei”. Dla prawdziwej przemiany naszego świata konieczna jest radykalna nadzieja. Nadzieja, która nie boi się pomyśleć, że wszystko może być ułożone inaczej niż obecnie. Że dominacja arogancji i siły nie jest jedynym scenariuszem na przyszłość, a wartości takie jak sprawiedliwość czy solidarność mogą być podstawą skutecznych polityk.

Naprzeciwko nadziei radykalnej stają wspomniane „radykalizmy bez nadziei”.
Radykalizmy te – pisałem w „Dzienniku pocieszenia” – żywią się wizją wojny kulturowej, w której „nie można brać jeńców”, bo chodzi o być albo nie być świata jako takiego.
„Język, którym posługują się ich reprezentanci, jest ostry i nieprzejednany, każde ustępstwo i odstępstwo jest piętnowane, każdy półton podejrzany, a dialog z inaczej myślącymi wykluczony. Dlatego nazywam je »radykalizmami bez nadziei«: chcą budować świat wedle swojej i tylko swojej wizji, nie próbując tworzyć opowieści wspólnej i scenariusza, którego zasadą nie byłoby separowanie i wykluczanie, lecz wzajemność”.
Plan na przyszłość, jaki mają, to zazwyczaj karykaturalne odwzorowanie tego, co już nie raz w historii zawiodło i w konsekwencji sprowadziło na ludzkość cierpienia, których można było uniknąć.
Odwaga w świecie, w którym zdają się dominować chaos i strach, polega najpierw i przede wszystkim na przywracaniu poczucia rzeczywistości. Choćby w postaci tej prostej prawdy, iż świat trwa dzięki temu, że istnieją ludzie skłonni budować, a nie niszczyć, pomagać, a nie pogardzać, cierpliwie sklejać to, co rozerwane, a nie eskalować konflikty.
Przez całe lata napędzało mnie i napędza marzenie, że moje przyjaciółki i przyjaciele z niepełnosprawnością intelektualną będą w społeczeństwie witani jako ludzie, którzy to społeczeństwo potrafią uleczyć, właśnie skleić, pokazać taki wymiar człowieczeństwa, który jest trwalszy niż wszelkie przemijające polityki i wszelkie krzykliwe radykalizmy.
Nie wiem, czy tego dożyję, ale wiem, czego doświadczyłem. Wiem, że najgłębszym ludzkim pragnieniem jest, aby nie być samotnym, dzielić życie z innymi, być przez innych akceptowanym i docenianym. Wiem też – widziałem to – że dobro jest potężną siłą, która może dokonywać cudów.
„Człowiek jest takim drzewem, które czuje w sobie dobro i dlatego nie chce złych owoców rodzić”, pisał Tischner. Wizja ta może się wydawać wizją naiwną, ale tak naprawdę jest wizją odważną. Tischner nie twierdził, że człowiek nie rodzi złych owoców; sądzę, że o ludzkim złu wiedział nawet więcej niż inni. Wiedział też jednak, że zło nie jest tą siłą, która może człowieka odrodzić.
Człowiek odradza się, zmartwychwstaje, zaczyna na nowo żyć, gdy dotknie go czyjeś dobro, czyjaś wspaniałomyślność, czyjaś – tak, może niekiedy nieporadna, ale jednak realna – solidarność. Albo wtedy, a może zwłaszcza wtedy, gdy sam obdarza innych dobrem.
Taka jest rzeczywistość. Kto stłumił w sobie głos dobra, jego nawoływanie, kto pozwolił, żeby zapanowały nad nim iluzje, błędne wyobrażenia, fałszywe sny o potędze, ten musi niszczyć. Odwaga w podejmowaniu życia jest wobec tego życia pokorna. Taka odwaga nie krzyczy – krzyk jest oznaką bólu albo lęku. Kiedy polityk krzyczy, wyśmiewa, obraża, na ogół się boi. Czego się boi?
Tego, co i tak nieuchronne: dziś jest, jutro go nie będzie. „Przemija postać tego świata”. Gdyby na chwilę wyjrzał spoza swoich iluzji i lęków, może zobaczyłby, jak wiele dobrych owoców mógłby po sobie pozostawić. Ale czy tylko polityk?
Sytuacje życiowe bywają skomplikowane, nieraz stajemy przed dramatycznymi wyborami, w których rozważyć musimy różne dobra. Nie zmienia to faktu, że dobro zawsze pozostaje naszą możliwością, czymś, co może być przez nas rozważone i zrealizowane. Najczęściej chodzi o coś bardzo podstawowego.
„Byłem głodny, a dałeś mi jeść... Byłem przybyszem, a przyjąłeś mnie...” Nie musisz być od razu ideałem. Czasem wystarczy, że będziesz mniej uciążliwy dla otoczenia. Pamiętacie Państwo modlitwę św. Tomasza z Akwinu? „Użycz mi chwalebnego uczucia, że czasem mogę się mylić. Zachowaj mnie miłym dla ludzi, choć z niektórymi z nich doprawdy trudno wytrzymać”.
Czy nie za szybko przeskoczyłem z poziomu tzw. wielkiej polityki na poziom życia małego, powszedniego – życia, jakie na co dzień prowadzimy? Wbrew pozorom, poziomy te są ściśle sprzężone. Błędy popełnione „na dole” owocują nieszczęściami popełnianymi „na górze” – i na odwrót. Umieszczam pojęcia „dołu” i „góry” w cudzysłowach, bo są to pojęcia umowne. Oczywiście, że zależymy od tak zwanych wielkich tego świata. Nie znaczy to jednak, że nic od nas nie zależy.
Jest w Polsce ciągle olbrzymi obszar biedy, o którego istnieniu myślę ze smutkiem i wstydem. Ale zawstydzające jest także to, że poza tym obszarem wielu ludzi ma skłonność do przedstawiania sobie swojego życia gorszym, niż ono jest w rzeczywistości. To jest teren, na którym radykalizmy pozbawione nadziei czują się najlepiej.
Są ludzie, którzy nie chcą słuchać o tym, że ich życie mogłoby wyglądać inaczej i co trzeba by zrobić, żeby to osiągnąć. Wolą słuchać o tym, jak bardzo są uciemiężeni i kto jest winien ich niedoli. Na ogół zresztą „radykalizmy bez nadziei” wskazują nie tych, którzy są naprawdę winni. Przyszłość często rozstrzyga się „na dole”, tam, gdzie formułowane są opinie, gdzie idee nabierają ciała, gdzie powstaje aura, w której wszyscy później się poruszamy.
Czasy dzisiejsze wymagają od nas odwagi. Odwaga jest ściśle związana z nadzieją. Bez nadziei odwaga może być kierowaną na ślepo agresją. Albo bohaterszczyzną. Albo zmarnowaną, bo rozproszoną energią. Bez odwagi nadzieja staje się odległym marzeniem. Tęsknotą. Niezrealizowaną możliwością. Spotkanie nadziei i odwagi jest warunkiem wszelkiej zmiany.
Nie możemy żyć dłużej na koszt przyszłych pokoleń. Musimy myśleć o tym, jaki świat im zostawimy. Musimy myśleć nie tylko o sobie, swoim środowisku, swoim kraju. Musimy myśleć szeroko, z otwartością i wiarą, że zmiana jest możliwa. Że można budować świat oparty – powtórzę – nie na dominacji i egoizmie, lecz na współpracy i solidarności.
Wśród patronek i patronów takiej otwartości i takiej wiary widzę Józefa Tischnera. Słyszę jak dziś jego głos i chciałbym, abyście i Wy go usłyszeli: „Jak cie duk odstąpi, to jus nogorse. (...) Wygramodlas sie z bodejscego, ale sie nie bój!”.

Hannę Kral – laureatkę w I kategorii przedstawiła i wygłosiła Anna Kozłowska, prezeska Wydawnictwa Znak.
Pisarstwo Hanny Kral pozostaje blisko człowieka, którego autorka dostrzega i przedstawia jako niepowtarzalną jednostkę, z szacunkiem dla jego odrębności i tajemnicy.

W imieniu laureatki, która nie mogła przybyć na Galę, nagrodę odebrała Agata Pieniążek

Małgorzatę Rybicką – laureatkę w II kategorii przedstawiła i wygłosiła laudację Maria Rosa. prezeska Fundacji Artystyczna Podróż Hesti.
Nagroda to wyraz uznania za wieloletnią pracę na rzecz osób w spektrum autyzmu, zwłaszcza takich, u których łączy się to z innymi ograniczeniami, w tym z niepełnosprawnością intelektualną. Małgorzata Rybicka m.in. współtworzyła Stowarzyszenie Pomocy Osobom Autystycznym, które od lat wyznacza kierunki terapii i wsparcia w Polsce, i przez ćwierć wieku kierowała Specjalnym Ośrodkiem Rewalidacyjno-Wychowawczym w Gdańsku.

Małgorzata Rybicka odbiera nagrodę.
Galę uświetnili muzycznie uczennica i uczniowie Państwowej Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej II stopnia im. Fryderyka Chopina – Iwo Szostek, Róża Dudek i Wojciech Klag. Grali fenomenalnie na instrumentach perkusyjnych – wibrafonie i marimbie. Niestety, nie zdążyłem zanotować nazw wykonywanych utworów a nie były wydrukowane w programie.

Gra Iwo Szostek na wibrafonie (fot. Adam Walanus).

Grają w duecie Róża Dudek i Wojciech Klag na marimbie (fot. Adam Walanus).

I jeszcze raz Róża Dudek tym razem na wibrafonie (fot. Adam Walanus).
3.5 28 listopada, w Muzeum Manggha odbyła się gala nagrody Bonus. BONUS to nowa nagroda „Tygodnika Powszechnego” dla tych, którzy w życiu publicznym wytrwale budują porozumienie, sprzeciwiają się uproszczeniom, idą pod prąd sensacji i toksycznych emocji. Nazwa pochodzi od łacińskiego „bonus”, czyli „dobry”. Przyznawana jest w pięciu kategoriach: Kultura, Media, Działalność społeczna, Technologia, Lider/Liderka, tym, którzy pokazują, że uważność, rzetelność i otwartość nie tracą wartości – wręcz przeciwnie, stają się fundamentem wspólnoty, którzy robią coś, co daje innym głos i tworzy przestrzeń rozmowy zamiast wojny wszystkich ze wszystkimi.
Wieczór poprowadził Tomasz Schimscheiner aktor teatralny i telewizyjny, znany z roli Andrzeja Brzozowskiego w serialu Na Wspólnej.
Słowo optymistyczne wygłosił Jacek Stawiski, nowy Naczelny Tygodnika Powszechnego.
Zabrał także głos Aleksander Miszalski, prezydent miasta Krakowa (fot. Adam Walanus).
Podano do wiadomości osoby nominowane do nagrody w poszczególnych kategoriach.
W kategorii Kultura nominatów przedstawiał Michał Kuźmiński. Trzy nominacje, to:
Dorota Ogrodzka – pedagożka teatru, reżyserka, animatorka społeczna. Współzałożycielka Stowarzyszenia Pedagogów Teatru.
Tworzy projekty włączające wspólnoty lokalne i przywracające pamięć kobiet.
Daniel Rycharski – artysta działający na styku sztuki współczesnej, duchowości i wiejskiej codzienności. Laureat Paszportu „Polityki”.
Arjun Talwar – reżyser i operator filmowy z Indii mieszkający w Polsce. Autor dokumentów o życiu ulicy, migracji i relacjach międzykulturowych („Listy z Wilczej”).
W kategorii Media nominatów przedstawiała Ewelina Burda. Trzy nominacje, to:
Jakub Dymek i Marcin Giełzak – autorzy podkastu „Dwie Lewe Ręce”, jednego z najważniejszych głosów krytycznych po lewej stronie sceny komentatorskiej.
Dostarczają analizy polityczne i społeczno-ekonomiczne, które nie mieszczą się w prostych podziałach.
Justyna Suchecka – dziennikarka TVN24.pl specjalizująca się w edukacji i młodzieży. Laureatka Grand Press i The Evens Journalism Prize for Education.
Autorka książek „Cała nadzieja w szkole” i „Pokolenie zmiany”. Uczy dorosłych słuchać młodych.
Karolina Wigura – socjolożka, historyczka idei, publicystka „Kultury Liberalnej”. Zajmuje się emocjami społecznymi w polityce i etyką pamięci.
Laureatka Nagrody im. ks. Józefa Tischnera. Publikowała także w „The Guardian” i „The New York Times”.
W kategorii Działalność społeczna nominatów przedstawiał Michał Okoński. Trzy nominacje, to:
Piotr M.A. Cywiński – dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau. Działa na rzecz pamięci, dialogu międzykulturowego i edukacji historycznej.
Anna Krawczak – antropolożka, badaczka dzieciństwa, orędowniczka „ustawy Kamilka”, rzeczniczka rodzinnej pieczy zastępczej.
Cecylia Malik – artystka i aktywistka ekologiczna (Matki Polki na Wyrębie, Siostry Rzeki). Łączy sztukę z obroną przyrody i miejskiej przestrzeni.
W kategorii Technologia nominatów prezentował Grzegorz Błażewicz. Byli nimi:
Przemysław Kuśmierek – założyciel Migam, start-upu umożliwiającego osobom głuchym kontakt z urzędami, lekarzami i firmami dzięki zdalnym tłumaczom języka migowego
w czasie rzeczywistym.
Rafał Modrzewski – współzałożyciel Iceye, firmy budującej konstelację mikrosatelitów radarowych (SAR) do obserwacji Ziemi, wykorzystywanych
m.in. przy klęskach żywiołowych i monitorowaniu bezpieczeństwa.
Ewa Przebinda – współtwórczyni Mówika, aplikacji AAC wspierającej komunikację osób niemówiących (autyzm, afazja, zaburzenia mowy).
W kategorii Lider/Liderka nominatów przedstawiał Jacek Ślusarczyk Byli nimi:
Basil Kerski – dyrektor Europejskiego Centrum Solidarności w Gdańsku, redaktor i kurator debat o współczesnej historii, tożsamości i dialogu polsko-niemieckim.
Bartosz Pilitowski – założyciel Fundacji Court Watch Polska. Pracuje nad przejrzystością i obywatelskim nadzorem nad sądownictwem.
Marta Titaniec – działaczka społeczna związana z pomocą humanitarną i Kościołem. Współinicjatorka inicjatywy „Zranieni w Kościele”.
W kategorii Kultura nagrodę otrzymał Arjun Talwar (fot. Adam Walanus), Indyjski reżyser i operator filmowy mieszkający w Polsce,
absolwent Wydziału Operatorskiego Łódzkiej Szkoły Filmowej. Znany z dokumentów, m.in. „Listów z Wilczej”, pokazujących życie ulicy w Warszawie
oraz portretujących relacje międzykulturowe w Polsce.
Nominowany za opowiadanie głosami imigrantów o Polsce, która nie jest rajem dwubiegunowym, spod znaku albo Marszu Niepodległości, albo Parady Równości,
za oddawanie głosu zwykłym-niezwykłym ludziom, ich tęsknotom, przemianom i różnicom, które, jak się okazuje, aż tak bardzo nie dzielą,
za pracę twórczą idealnie wpisującą się w kryteria nagrody Bonus.
Dziękując za wyróżnienie, Arjun Talwar m.in. zwrócił uwagę, że nagroda „za warszawski film wręczona w Krakowie” ma dla niego szczególne znaczenie.
W kategorii Media nagrodę otrzymała Karolina Wigura, socjolożka, historyczka idei, doktor habilitowana nauk społecznych,
wykładowczyni Wydziału Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, publicystka „Kultury Liberalnej”. zajmuje się m.in. emocjami społecznymi w polityce i etyką pamięci.
Autorka książek: m.in. „Polka ateistka kontra Polak katolik: jedenaście sporów światopoglądowych” oraz „Endo. Sztuka akceptacji choroby”,
laureatka Nagrody im. ks. Józefa Tischnera. Jej teksty ukazywały się również w „Tygodniku Powszechnym”, „The Guardian” i „The New York Times”.
Nominowana za myślenie i publicystykę ponad partiami politycznymi i stereotypami. Za opisywanie rzeczy po ludzku najbliższych w taki sposób,
który otwiera nam wszystkim możliwość rozmowy.
W podziękowaniu mówiła m.in. o „ukąszeniu tygodnikowskim” i o ciekawości jako kluczowym elemencie debaty publicznej.
W kategorii Działalność społeczna nagrodzony został Piotr M.A. Cywiński (fot. Adam Walanus), historyk, działacz społeczny,
od 2006 roku dyrektor Państwowego Muzeum Auschwitz-Birkenau.
Strażnik pamięci w dobie fake newsów, negacjonizmu, ale też holokaustowego kiczu pozwala mówić faktom, uznając zarazem z pokorą, że istnieje taki wymiar prawdy o Auschwitz,
wobec którego słowa są bezradne. Wzór służby publicznej: nawet będąc podwładnym mionistrów, nie kieruje się doraźnymi interesami polityki historycznej polskiego państwa.
Przypomina, że naszą wspólnotę – przekraczającą tożsamości narodowe, religijne, genderowe – łączą zobowiązania wobec umarłych.
Cywiński zauważył, że dokonania wszystkich nominowanych tworzą „niezły warsztat naprawczy świata”.
W kategorii Technologia nagrodzony został Przemysław Kuśmierek twórca aplikacji Migam.org – technologii, która przełamuje mur ciszy.
Migam.org to platforma oferująca tłumaczenia na polski język migowy, słownik PJM online oraz narzędzia edukacyjne – innowacja,
która realnie zmienia życie tysięcy osób głuchych. Zespół Migam.org nie tylko dostarcza narządzi komunikacyjnych,
ale buduje porozumienie między różnymi grupami społecznymi, edukuje i zmienia postawy. Poprzez zapewnienie dostępu do rzetelnej informacji naturalnym języku społeczności
głuchych platforma wzmacnia więzi społeczne i przeciwstawia się marginalizacji. To dowód, że technologia może być siłą integrującą – że włączanie zaczyna się od zrozumienia,
że nie wszyscy mówimy tym samym językiem.
Kapituła doceniła zarówno tłumaczenia na PJM i rozwiązania zwiększające dostępność, jak też autorski model rozpoznawania języka migowego.
W swym podziękowaniu Przemysław Kuśmierek zaznaczył, że jego zespół realizuje rocznie blisko 100 tysięcy tłumaczeń.
W kategorii Liderka/Lider nagrodę otrzymała Marta Titaniec, działaczka społeczna i katolicka, współinicjatorka inicjatywy „Zranieni w Kościele”,
wiceprezeska Klubu Inteligencji Katolickiej w Warszawie oraz sekretarz generalna Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów.
Liderka, która pokazuje, że można być głęboko zakorzenioną w Kościele i jednocześnie otwartą na tych, których Kościół zranił. Od lat buduje mosty tam,
gdzie wydają się one niemożliwe: między chrześcijanami a Żydami, między hierarchią kościelną a ofiarami nadużyć, między polskimi rodzinami,
a syryjskimi uchodźcami, jako pierwsza prezeska Fundacji Świętego Józefa, współinicjatorka inicjatywy „Zranieni w Kościele”, s
ekretarz generalna Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów nie ucieka przed trudnymi rozmowami –przeciwnie, tworzy dla nich przestrzeń.
Jej działalność – od pomocy humanitarnej po dialog międzyreligijny – wyrasta z przekonania, że prawdziwa wiara nie dzieli lecz łączy.
Titaniec udowadnia, że można walczyć o zmianę w instytucji nie niszcząc instytucji i że najsilniejsze przywództwo rodzi się z gotowości do słuchania tych,
z którymi się nie zgadzamy.
W swym podziękowaniu Marta Titaniec przywołała słowa Józefa Tischnera o trosce o autentyczny kształt Kościoła.
Na zakończenie wszyscy laureaci stanęli na scenie do wspólnego zdjęcia (fot. Adam Walanus).
Część artystyczną gali stanowił koncert zespołu Fisz Emade Tworzywo (fot. Adam Walanus). Prawdę mówiąc, nie byłem w stanie ich słuchać, od natężenia dźwięku uszy bolały, ale cóż, de gustibus non est disputandum.
3.6 10 grudnia, w Muzeum Manggha odbyła się gala nagrody im. Jerzego Turowicza.

Ceremonię prowadził Jarosław Borowiec (fot. Adam Walanus), który zwrócił uwagę, że tegoroczny plebiscyt na młodzieżowe słowo roku wygrał czasownik szponcić. W jego szerokim spektrum znaczeniowym mieści się robić coś nietypowego a więc i udział w gali tu się zalicza. Innymi słowy, wszyscy obecni na sali szponcą.
<
Laudację laureata wygłosił prof. Andrzej Friszke (fot. Adam Walanus).

Laureatem Nagrody im. Jerzego Turowicza w 2025 roku został prof. Grzegorz Motyka (fot. Adam Walanus) za książkę „Akcja »Wisła« 47. Komunistyczna czystka etniczna”. Jury doceniło autora za rzetelne badanie trudnej historii polsko-ukraińskiej oraz postawę szukającą porozumienia i pojednania.

Tego roku podczas fali miało miejsce zdarzenie niecodzienne, wręcz kosmiczne. Michał Żołnowski (fot. Adam Walanus), astronom-amator poinformował nas, że jedna z planetoid zyskała imię Jerzego Turowicza oraz opowiedział, jak do tego doszło. W przebojowy sposób opowiedział o swojej fascynacji kosmosem i odkryciach planetoid, a na koniec wystąpienia przekazał córkom Jerzego Turowicza: Elżbiecie Jogalle i Magdalenie Smoczyńskiej pamiątkowy obraz/certyfikat potwierdzający nadanie planetoidzie nazwiska ich ojca.

Planetoida (708658) Turowicz znana była do tej pory jako obiekt 2012 GJ42. Ciało odkryli 3 września 2013 roku Michał Żołnowski oraz Michał Kusiak, polscy łowcy planetoid. Nazwę opublikowano w listopadowym wydaniu biuletynu Grupy Roboczej ds. Nomenklatury Małych Ciał (WGSBN Bulletin), działającej w ramach Międzynarodowej Unii Astronomicznej (IAU). Planetoida Turowicz okrąża Słońce z okresem 3,69 roku. Szacowana średnica obiektu to 850 metrów. Średnia odległość od Słońca wynosi 2,4 jednostki astronomicznej, czyli 2,4 razy dalej niż dystans Ziemia-Słońce.

Na końcu uroczystości wystąpił duet: Antoni Pilch i Julia Doszna. Śpiewali pieśni stare z Beskidu Niskiego (fot. Adam Walanus).
4.1 Międzyklubowe Dni Tischnera odbyły się w Łopusznej 13-15 czerwca 2025.

Zakwaterowani byliśmy w Gorczańskiej Perle.

Dopisywała pogoda, a Tatry były jak na dłoni.

Przed „Tischnerówką” robimy sobie grupowe zdjęcie.
\

Na początku zwiedzania „Tischnerówki” Kazimierz Tischner opowiada nam o swoim bracie.

W trakcie zwiedzania.

Tu z kolei przewodniczka wdaje się w objaśnienia co, skąd i dlaczego.

Spotkał się z nami red. Wojciech Bonowicz, miał wieczorem dla nas prelekcję o filozofii Tischnera, ze szczególnym naciskiem na prawdę.

Drugiego dnia Wojciech Tischner poprowadził sprawniejszych fizycznie na Turbacz, pokazując po drodze słynną bacówkę, gdzie ks. Józef odprawiał do dziś wspominane Msze święte. Bożena i ja, a także Dorota Nalepka i Adam Walanus, zdecydowaliśmy się w tym czasie zwiedzić rezerwat Bór na Czerwonym k. Nowego Targu. Rezerwat w większej części to torfowisko wysokie z charakterystyczną roślinnością.

Tutaj piękny okaz kwitnącego bagna (Rhododendron tomentosum)

Zaś tu kępa kwitnącej wełnianki (Epiphorum vaginatum).

W środku rezerwatu jest kawałek niskiego torfowiska. Z pomostu widokowego podziwiamy Tatry.

Są też rozlewiska ze stojącą wodą, w której drzewa odbijają się.

Z kolei zapragnęlilśmy podziwiać kwitnące łąki. Pojechaliśmy ponad Piekielnik. Mamy widok na Babią Górę.

Kwitnące łąki nad Piekielnikiem.

I jeszcze raz kolorowe łąki.

Wieczór mieliśmy ognisko, przy którym wystąpiła Paolla Sofia, akordeonistka ze Zębu, prezentując coś rodzaju disco-polo w wariancie góralskim.

A ostatniego dnia odprawił dla nas Mszę św. ks. Bukowski. Mszę poprzedziła kolejna opowieść o ks Tischnerze,
tym razem z naciskiem na wolność.

Na koniec zapaliliśmy znicze na grobie ks. Józefa, na cmentarzu w Łopusznej.
4.2 Międzyklubowy letni wyjazd Klubów „Tygodnika Powszechnego” w roku 2025 ponownie odbył się w Ośrodku „Przedwiośnie” w Mąchocicach Kapitulnych, w Górach Świętokrzyskich. Region Świętokrzyski ma wiele miejsc wartych zobaczenia .Przed dwoma laty odwiedziliśmy nieliczne z nich.

To widok Ośrodka „Przedwiośnmie”, w którym kwaterowaliśmy. Widać, jak pięknie jest usytuowany.

Jak zwykle na naszych letnich wyjazdach, dzień się rozpoczynał Mszą świętą (uczestnictwo nie było obowiązkowe, ale było liczne).

Czas między śniadaniem a obiadokolacją można było przeznaczyć na poznawanie okolicy. „Przedwiośnie” położone jest w grzbiecie Klonówki, więc to był cel najbliższy spacerów. Po drodze na Klonówkę mija się Diabelski Kamień.

Widok spod Klonówki na północ.

I z kolei widok na południe. Miejsc widokowych nie jest wiele, większość szlaku wiedzie przez las.

Tablice informacyjne na szczycie Klonówki.

Po przeciwnej stronie rzeczki Lubrzanki wznosi się Góra Radostowa. Widok spod jej szczytu na południe.
.
I z kolei informacje na szczycie Radostowej.

Las lipcowy ofiarowuje swe owoce.

Lubrzanka, która wytworzyła przełom między Klonówką a Radostową, latem nie wygląda zbyt imponująco.

Zrekonstruowany dom rodzinny Żeromskich w Ciekotach.

Młody Stefan żegna się z rodzicami udając się do gimnazjum w Kielcach.

Miasto Ćmielów słynie z porcelany. A kto by nie wiedział, niech popatrzy na ćmielowski rynek.

Dla koneserów, Fabryka Porcelany Ćmielów ma specjalną ofertę, np. talerze ręcznie malowane przez artystów. Pawia i muchę wymalował Józef Wilkoń.

Fragment ekspozycji miejscowych wyrobów.

Także takie figurki są tu tworzone.

Przy fabryce porcelany jest też galeria wystawowa. Tu fragment okresowej wystawy „Terraforma” - rzeźby Pawła Orłowskiego.

Kościół parafialny w Ćmielowie, pw. Wniebowzięcia NMP.

Wnętrze kościoła parafilnego w Ćmielowie, ołtarz późnobarokowy z 1692 r. z cudami słynącym obrazem Matki Boskiej Pocieszenia.

Kościół parafialny w Bodzentynie, p.w. Wniebowzięcia NMP i św. Stanisława biskupa.

W Bodzentynie, w parafialnym kościele znajduje się ciekawy gotycki tzw. Tryptyk Bodzentyński, ukończony w r. 1508 w krakowskim warsztacie Marcina Czarnego.

Widok na Muzeum Martyrologii Wsi Polskiej w Michniowie, wsi, której mieszkańców wymordowali hitlerowcy, podejrzewając współpracę z oddziałem „Ponurego”. Przed budynkiem Muzeum „Pieta Michniowska” dłuta Wacława Staweckiego.

Ekspozycja upamiętnia 817 wsi spacyfikowanych przez okupantów podczas II wojny światowej i setki tysięcy pomordowanych. Zniszczono również ponad 350 tysięcy wiejskich zagród, wycięto około 400 tysięcy hektarów lasów, rolnicy stracili około 11,5 miliona zwierząt hodowlanych.

Przy Muzeum – Sanktuarium z krzyżami upamiętniającymi spacyfikowane wsie.
Wybraliśmy się też do Centrum Rzeźby Polskiej w Orońsku. Przed dwoma laty byliśmy tam zimą, chcieliśmy zobaczyć, jak tam wygląda latem.

Przy parkingu witają nas rzeźby z terakoty, być może powstałe podczas pleneru dla głuchoniemych organizowanych przez Ryszarda Stryjeńskiego.

Dzieło z serii „Sygnatury” – Wojciech Fangor (1922-2015)

Współczesny męczennik 1864 – Frédéric-Auguste Bartholdi (1834-1904).
Rzeźba inspirowana upadkiem Powstania Styczniowego.

Dzieło Barbary Zambrzyckiej-Śliwy.

„Tylko sztuka” – Ursula von Rydingsvärd (ur. 1942). Należy do najbardziej znanych artystek w Stanach. Ma polskie korzenie (z domu Karoliszyn)
Tworzy monumentalne rzeźby z drewna cedru czerwonego, przypominające pnie, muszle, czy formy naturalne. „Tylko sztuka” to nie tyle tytuł rzeźby,
ile jej wystaw, jest to hasło opisujące jej podejście do pracy.

„Dopływ” (1924) – Gabriela Piwar. Mnie kojarzy się to z grzybkami. Tymczasem upamiętnia ona rzeczkę Oronkę. Każda z 21 ceramicznych mis symbolizuje jeden kilometr rzeki. Może też zbierać deszczówkę i służyć za poidło dla ptaków.

„Opera się nie skończy póki śpiewa gruba dama” (2017) – Thorsten Goldberg. Na górze tego „tamburynu” 5-metrowej średnicy i wysokości, jest siedem brązowych gołębi (na zdjęciu niektóre z nich, ledwie zauważalne). Tamburyny służyły do akompaniowania tańcom, grano na nich również podczas procesji, uroczystości oraz aby zapowiedzieć czyjeś uroczyste wejście. Gołębie spoczywające na instrumencie wprowadzają do tej sceny wymiar czasu: moment zapowiedzi należy już do przeszłości — jest to zatrzymana chwila radosnego oczekiwania. Nie wiadomo jednak, czy przedstawienie kiedykolwiek się odbyło.

„Pole anielskich szeptów” (1998) – Andrzej Bednarczyk

Na słupach wyryto owe szepty anielskie, m.in. anioł, ogłasza, nuci, płynąc, daleko, dawną, głosem świerszczy, porzuca, powoli, płynie, prawdziwy, Bóg, przepełniony sobą...

Fragment Wystawy okresowaej „Swarożyce. Emancypacja a kobieca metaloplastyka” – Lucia Leuci „Le cinque Camille (Gynandomorphic trolley)” (2024).
Tytuł odnosi się do eseju „Camille Stories” z książki Staying with the Trouble filozofki Donna Haraway.
W tej koncepcji pojawiają się dzieci-hybrydy człowieka i motyla monarcha, które symbolizują przyszłe formy symbiozy między ludźmi i naturą.
Rzeźba łączy metalową konstrukcję przypominającą korzenie lub macki z uchwytem od walizki (trolley).
Do konstrukcji przymocowane są kolorowe, motylopodobne formy z żywicy i pigmentów.
Powstaje coś w rodzaju hybrydy – organizmu między człowiekiem, owadem i przedmiotem użytkowym.

Magdalena Lazar „Hey, hi, hello, yo, what’s up” (2024), Praca przedstawia dwa kwiaty anturium — rośliny często uznawanej za kontrowersyjną. Dla wielu osób jej kwiatostany wydają się sztuczne, przesadne, a nawet kiczowate. W kilku krajach Ameryki Południowej czerwone anturia sprzedawane są w kwiaciarniach w okolicach Walentynek, ponieważ istnieje przekonanie, że podarowanie tej rośliny sprawi, iż obdarowana osoba odwzajemni uczucia. Z kolei wieniec pogrzebowy z anturiów wyraża głęboki smutek i żałobę. W swojej formie kwiaty są bezwstydne, emocjonalne, niemal gadatliwe. Z jednej strony kojarzą się z seksualnością, z drugiej — są popularną rośliną umieszczaną na grobach, a więc związaną ze śmiercią — co dodatkowo podkreśla fakt, że roślina ta, mimo swojej urody, jest trująca. Praca odnosi się do skrajnych emocji — od pożądania po żałobę. Frazy wypalone na kwiatostanach palnikiem spawalniczym (we're fucked; it's fine) podobno przywołują niezręczność wzajemnego pocieszania się. Bogactwo znaczeń związanych z anturium zostaje dodatkowo podkreślone przez formę stalowego obiektu — jednocześnie brutalnie i nieporadnie pospawanego, a zarazem zamkniętego w miękkim kształcie wyciętym z blachy laserem.
Więcej na stronie Klubów Tygodnika Powszechnego.
4.3 W tym roku XIII Zjazd Klubów „Tygodnika Powszechnego” także odbył się poza Krakowem, mianowicie w Gdańsku, 11-12 października.

Gościło nas Muzeum II Wojny Światowej.

Po oficjalnym powitaniu uczestników, rozpoczęła się I debata Jak zachować i przekazać Historię?
W panelu wzięli udział (na zdjęciu od lewej): prof.dr hab. Rafał Wnuk – dyrektor Muzeum II Wojny Światowej,
dr hab. Michał Bilewicz – psycholog społeczny, socjolog, publicysta,
prowadząca dyskusję: Ewelina Burda – zastępczymo redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”,
Magdalena Grzebałkowska – pisarka, reporterka oraz
dr Agnieszka Jankowiak – historyczka, edukatorka (nauczycielka), autorka bloga „Baba od histy”.
Podczas debaty mówiono o perspektywach, z jakich pisana jest historia. Powidziano o her-storyi, czyli historii wg kobiet w opozycji do his-(s)tory, czyli historii „męskiej”.
Dużo dat wojen i bitew, za mało o życiu codziennym, rozwoju gospodarczym, wynalazkach, postępie wiedzy itd.
O historii lokalnej kontra narzucana jednolita historia „całopolska”. Historia, jaka obowiązuje w szkołach, pisana jest w istocie historią pisaną z perspektywy Warszawy.
A z perspektywy Pomorza, czy z perspektywy Śląska, historia byłaby zupełnie inna. Wspólna podstawa programowa winna być skromna i ta podstawa powinna być
uzupełniana przez nauczycieli wg lokalnych lub indywidualnych potrzeb.
Jak przekazywać historię – Matejko – Sienkiewicz twórcy mitów. Historia to pamięć. Współczesna pamięć sięga najwyżej 75 lat wstecz.
Historia może być rodzinna – obejmować wspomnienia o wywózce, repatriacji itp.
Przy okazji zwrócono uwagę na incydent w Łukowie 5 października – kiedyś w tym miasteczku dominowała tam ludność żydowska.
Trwa przywracanie pamięci o pomordowanych polskich Żydach, w tym też Żydach z Łukowa. Był projekt, by upamiętnić Łukowskie ofiary Shoah.
Postanowiono jednemu z peryferyjnych rond nadać imię Ronda Pamięci Żydów Łukowskich, ofiar II wojny światowej.
Na uroczystość nadania tej nazwy przyjechali aktywiści propalestyńczycy z transparentami o ludobójstwie w Gazie, zakłócali uroczystość,
a gdy zabrała głos staruszka, jedna z nielicznych ocalałych, przeszli do rękoczynów, m.in. kopali pomysłodawcę imprezy.
Głosy z sali: W Ukrainie dużą rolę odgrywają muzea szkoln. W Polsce są izby pamięci. Zwróćmy uwagę, jaką mogą rolę odegrać, a jaką odgrywają w przekazywaniu pamięci.
Powiedziano o SOS – sieci organizacji społecznych dla edukacji. I ja, zgłosiwszy się do dyskusji, powiedziałem, że świat tak się zmienił i język polski tak się zmienił,
że dla dzisiejszych uczniów dzieła Prusa czy Sienkiewicza są totalnie niezrozumiałe, z czego nie zdają sobie sprawy posłowie dyskutujący o liście lektur.
Odpowiedziano mi, że Sapkowski nawiązuje do Sienkiewicza, że to są kody kulturowe. Ale czy to nie jest złudzenie?

W drugiej debacie panelowej Rozdroża pamięci – spór o przeszłość, walka o przyszłość uczestniczyli: prof.dr hab. Rafał Wnuk
– dyrektor Muzeum II Wojny Światowej, jego zastępca – dr Janusz Marszalec oraz prowadząca dyskusję Weronika Uziak.
Nasza pamięć, a pamięć europejska. Co poza Polską wiadomo o np. Józefie Piłsudskim? Że był to lewicowy autorytarysta. I to wszystko.
Z kolei wpominają jak doszło do powołania Muzeum II Wojny Światowej, co było jego celem – żeby było nie tylko lokalne,
żeby także Francuz, Anglik, Amerykanin czy inny turysta znalazł tam narrację oddającą doświadczenia jego kraju podczas wojny.
Wtedy lepiej do niego dotrze część opisująca nasze przejścia wojenne.
I to się praktycznie udało. Opowiadali o konkursie na budynek - zrealizowany wg projektu ciut wybiegającego poza założenia.
Autorzy wybranego projektu byli pewni, że nie mają szans wygrać, więc postanowili w projekcie „zaszaleć na całego” i stworzyli coś,
co się tak spodobało, że właśnie ono zostało zrealizowane.
O procesie twórców Muzeum z PiSowską dyrekcją (Nawrocki!), która odrzucała koncepcję Muzeum itd. Tłumaczyli, dlaczego Polin w podobnej sytuacji się wybronił,
a oni nie mieli tej możłiwości.

Wieczorna część Zjazdu zaczęła się koncertem klarnecisty-saksofonisty. Beniamin Baczewski wykonał 9 utworów – jedne na klarnet inne na saksofon sopranowy. Część utworów pochodziła z albumu Tobijahu dedykowanego jego pierwszemu synowi, część z jeszcze nie wydanego albumu dedykowanego drugiemu synowi.

Z kolei odbyło się wręczenie klubowego wyróżnienia Węzeł Przyjażni, który tego roku przyznano Piotrowi Mucharskiemu, byłemu redaktorowi naczelnemu „TP”. Długą laudację wygłosił Konrad Stanowicz, zaś odznaczenie, w imieniu laureata, który nie mógł być obecny, odebrała red. Ewelina Burda

Z kolei koordynatorzy Klubów opowiadali co nieco o swoich klubach, powyżej grupowe zdjęcie koordynatorów (tych, co byli obecni).

Ostatniego dnia Zjazdu obyła się ciekawa rozmowa red. Romana Daszczyńskiego z Dr Dmitriyem Pantą – historykiem i muzealnikiem,
na temat Kościół katolicki w obliczu sowieckiego totalitaryzmu.
Dmitriy Panto urodził się w Kazachstanie, był wnukiem Polaków wywiezionych z Ukrainy w 1936 roku, przy likwidacji polskich okręgów autonomicznych (Marchlewski, Dzierżyński).
Było to etniczne oczyszczenie pogranicza w ramach przygotowań do wojny. Najpierw wywożono Finów, potem Polaków i Niemców, potem Żydów itd.
Wywożono do wiosek założonych w pustym stepie w tym właśnie celu. Były one pod nadzorem NKWD. Tam babcie przekazywały wiarę wnukom (dzieciom swym się jeszcze bały).
Wytworzyła się instytucja „babci kościelnej”. Babcia kościelna – chrzciła dzieci, udzielała ślubów itp.
Duchowni byli więzieni lub mordowani. Prześladowania obejmowały cerkiew czyli prawosławnych, islam, katolików, potem Żydów.
Duża część rozmowy była poświęcona plakatom antyreligijnym: na czym się opierały, jakich środków używały, w jaki sposób przemawiały.
Wiele z nich było autorstwa wybitnych twórców. Była mowa o Związku Wojujących Ateistów (początkowo bez „wojujących”).
O pewnych etapach ulgi w prześladowaniach. O próbach podporządkowania duchowieństwa itp.
Dmitriy Panto przyjechał do Polski w 2011 na studia i już tu został, jego rodzinę repatriowano. Ale do dziś wielu Polaków pozostało w Kazachstanie.

Przy okazji – kilka zdjęć z miasta. Kościół św. Jana, w którym mieliśmy Mszę sw. dla Klubów. Dowiedzieliśmy się, że kościół nie jest własnością Kościoła, ale miasta Gdańska, bo wiernych nie stać na jego utrzymanie.

Pomnik Lecha Bądkowskiego (1920-1984), z napisem Pòmòrzón Pisôrz Żôłniérz. Urodzony w Toruniu, brał udział w Kampanii Wrześniowej, potem w Brygadzie Podhalańskiej walczył pod Narvikiem. Służył kolejno w marynarce wojennej i jednostce spadochroniarzy. Choć z urodzenia nia był Kaszubą, był współzałożycielem Związku Kaszubsko-Pomorskiego. Był dziennikarzem i oisarzem polskim i kaszubskim.

Fontanna Czterech Kwartałów – nazwa nawiązuje do podziału Gdańska w 1416 roku, na Kwartał Bramy Kogi (później Kogi), Kwartał Bramy Szerokiej (później Szeroki), Kwartał Bramy Wysokiej (później Wysoki) oraz Kwartał św. Ducha (później Rybacki). Nazwa nawiązuje też do Studni Czterech Kwartałów, która przed laty znajdowała się w pobliżu. Obecną instalację zaprojektowały Ewa Koprowska-Szulc i Lucyna Kujawa, odsłonięto ją w 2009 roku.

Fragment ulicy Długiej.

Wejście do Muzeum Gańska w Ratuszu Głównego Miasta.

Fragment wystawy „Nasi chłopcy”. Pokazuje ona losy mieszkańców Pomorza, którzy podpisywali volkslistę. Otrzymywali oni odpowiednie dokumenty, ale potem służyli w Wehrmachcie, a czasem nawet w Waffen SS. Wystawa informuje jak się zachowywali, jakie listy pisali, co do nich pisano, a także jak wielu z nich zdradzało Niemców, współpracując z lokalnym ruchem oporu, albo dezerteując w 1944 roku do armii alianckiej itd. Jedyne, co można wystawie zarzucieć, to że nie informuje, iż zarówno Kościół jak AK, zalecały Polakom na Pomorzu podpisywanie volkslisty, by uniknąć wysiedlenia.

Dwór Artusa.

Zielona Brama.
5.
Nadal działam w Krakowskim Klubie „Tygodnika Powszechnego” przy Stowarzyszeniu im. Jerzego Turowicza. Jesteśmy jedynym Klubem z własnym lokalem „Piwnicą Powszechną” (ul. Pijarska 5/20).
O tym, co odbywało się w „Piwnicy” w roku 2025 informujemy w kolejnych biuletynach Piwnica Powszechna Wieści z Krakowskiego Klubu „Tygodnika Powszechnego”
Zaintersowani mogą się z nimi zapoznać:
Numer 7
Numer 8
Numer 9
Korzystając z tego, poniżej zasygnalizuję jedynie wybrane elementy działalności piwnicznej.

Punkt dialogu polsko-ukraińskiego – wojna toczy się kolejny rok, uchodźcy z Ukrainy przebywają już w Polsce od paru lat, w jakimś stopniu już tu „okrzepli”. Nadal prowadzimy kursy języka polskiego i angielskiego, bo wciąż są osoby nimi zainteresowane. Jedna z grup, jako uzupełnienie nauki, przygotowała spektakl „Pani Twardowska” w oparciu o balladę Adama Mickiewicza. Powyżej afisz i aktorzy + reżyserki.

Wciąż są osoby zainteresowane ikonopisaniem. 24 czerwca odbyła się prezentacja ikon stworzonych podczas kursu.

22 marca obchodziliśmy 80-lecie powstania „Tygodnika Powszechnego”. Na zdjęciu paneliści wspominający swe lata z Tygodnikiem.

A na tym zdjęciu ich cierpliwi słuchacze.

W prowadzonych w Piwnicy warsztatach ceramicznych może już każdy uczestniczyć. Na zdjęciu przykład ceramiki wykonanej podczas warsztatów.

Na podwórku Piwnicy Powszechnej odbyły się też warsztaty bonsai.

Większość wydarzeń piwnicznych jest transmitowana na żywo na facebooku, a niektóre też udostępniamy na kanale YouTube.
6. Miejmy nadzieję, że październikowe śpiewy w Ponikwi na trwałe wejdą w miejsce nocnych złazów na Leskowiec. Dla większości z nas góry nocą są ponad możliwości.
Śpiewalibyśmy przy ognisku, ale pogoda zmusiła nas do schronienia się pod wiatę (fot. Henryk Szaleniec).

Pod wiatą ton śpiewom nadawał Jaś Marchaj (fot. Henryk Szaleniec).
Gospodarz też czuwa nad śpiewami i się w nie angażuje (fot. Henryk Szaleniec).
Ponieważ była pięcioro gitarzystów, nie licząc mnie, od czasu do czasu sięgałem po alternatywny instrument (fot. Henryk Szaleniec).
Niebawem jednak poszliśmy po rozum do głowy. Po co marznąć pod wiatą, gdy obok jest ciepła chata? No i conieco na stole.
Śpiewy się rozkręcają (fot. Henryk Szaleniec) .
Miecia „Kwapa” jest nie do pobicia.
Podobnie Grzegorz z Szaleńcami. Oprócz śpiewów barwnie wspominają zabawne incydenty sprzed lat.
Inni uczestnicy śpiewów (fot. Henryk Szaleniec).

I jeszcze jeden gitarzysta.
7. I jak co roku, trochę zdjęć entomologicznych. Tego roku nie udało mi się zrobić równie efektownych zdjęć, jak w latach poprzednich.

Na początek Mieniak strużnik Apatura ilia z podrodziny Mieniaki Apaturinae rodziny Rusałkowate Nymphalidae. Gąsienice strużnika żerują na liściach różnych topól. Najprędzej można go zobaczyć na leśnych drogach lub skrajach lasów liściastych lub mieszanych, od czerwca do sierpnia. Tego napotkałem w Paśmie Klonówki w Górach Świętokrzyskich, 24 lipca 2025.

Na zdjęciu powyżej widać, jak wygląda spodnia strona skrzydeł Dostojki malinowca (inna nazwa Perłowiec królewicz) Argynnis paphia z podrodziny Heliconiinae rodziny Rusałkowate Nymphalidae Gąsienice żywią się głównie liśćmi malin, ale też niektórych fiołkoów. Spotkać je można od końca sierpnia do początku września na leśnych drogach, polanach, skrajach lasu, zwykle w pobliżu maliniaków. Tego spostrzegłem w parku przy Nowym Dworze w Goszycach, 30 sierpnia 2025.

Pora przejść do Heterocera czyli tzw. motyli nocnych, zwanych też ćmami. Zdjęcie przedstawia Fruczaka gołąbka Macroglossum stellatarum, jednego z Zawisaków Sphingidae. Wbrew określeniu „motyle nocne” widuje się je popołudniami, mówi się czasem o nich „motyle-kolibry”, biorąc pod uwagę, jak podlatują do kwiatów i niemal nieruchomo „zawisają” przy nich. Tak szybko trzepocą skrzydłami, że nieraz trudno je dostrzec. Tu akurat widać przednie i tylne skrzydło. Gąsienice Fruczaka gołąbka żerują głównie na przytuliach i chabrach. Motyle lubią zlatywać do floksów, chabrów, geranium i podobnych roślin ogrodowych. Ten przyleciał do budlei w naszym ogródku w Zielonkach 8 sierpnia 2025. Widuje się je od maja do października.

Tutaj Fruczak gołąbek zawisł i długą ssawką spija nektar z kwiatka budlei
Tutaj Poproch pylinkowiak Hypomecis atomaria, z rodziny Miernikowcowate Geometridae znana też jako Ematurga atomaria Na zdjęciu samica. Gąsienice jej żywią się m.in. bylicą, cieciorką, komonicą, koniczyną. Trafić na nią można od końca kwietnia do końca sierpnia na suchych łąkach, ugorach, wysokich torfowiskach. Tę spotkałem w Zielonkach 22 maja 2025.

Na tym zdjęciu zapewne Ciemnokres brzozowiec Cabera exanthemata, choć może to też być Ciemnokres wierzbowiec Cabera pusaria również z rodziny Miernikowcowate Geometridae. Od maja do połowy sierpnia idąc przez las, potrącając zarośla można spłoszyć taką, zda się całą białą ćmę, która szybko się chowa przysiadając na spodniej stronie szerokiego liścia. Gdyby można ją dokładniej obejrzeć, ma wzdłuż skrzydeł mało wyraźne brązowawe przepaski. Typowe rośliny żywicielskie jej gąsienic, to olchy, brzozy, topole, wierzby. Tę zaobserwowano w Borze na Czerwonym Torfowisku koło Nowego Targu, 15 czerwca 2025.

Tu z kolei piękny i nieduży motylek, Kraśnik sześcioplamek Zygaena filipendulae z rodziny Kraśnikowate Zygaenidae. Napotkać go można w całej praktycznie Polsce w ciągu lipca i sierpnia, na suchych łąkach, ugorach, w miejscach nasłonecznionych. Ten został zaobserwowany w Zielonkach, 9 sierpnia 2025. Gąsienice Kraśnika sześcioplamka żerują na różnych roślinach bobowatych (motylkowate), jak traganek, szyplin itp, w tym przypadku zapewne na komonicy, której tam sporo.

Tu raz jeszcze Kraśnik sześcioplamek, również zaobserwowany 5 sierpnia 2025.

Tutaj na koniec jedna z ważek – Świtezianka modra, zwana też Świtezianką dziewicą Calopteryx virgo z rodziny świteziankowatych Calopterygidae. Pospolita niemal w całej Polsce, choć w części Wielkopolski i Mazowsza stosunkowo rzadsza. Można ją spotkać od końca kwietnia do początku września. Jak wszystkie ważki jest owadem drapieżnym, napada na mniejsze owady. Zdjęcie zrobione w Paśmie Klonówki w Górach Świętokrzyskich, 21 lipca 2025.