Kazek Urbańczyk - Strona rodzinna

Wiadomości rodzinne - styczeń-grudzień 2016:

Poprzednie wiadomości rodzinne | Następne wiadomości rodzinne | Powrót do strony rodzinnej | Powrót do strony głównej
na dół strony

Z rodzinnych wydarzeń roku 2016 warto odnotować:

1. Na tamtą stronę odeszli:

2. Zaś na ten świat przyszli:

3. Odbył się kolejny

4. Wyjeżdżaliśmy za granicę prywatnie:

5. To były piękne dni czyli braliśmy udział m.in.:

6. Bożena cieszy się rozkoszami posiadania psa.
Naszą Sonię prezentowaliśmy na:

Poza tym przepracowałem jeszcze ten rok w CHEMKOPie na pół etatu, ale z tym już koniec. Z nowym prezesem, narzuconym nam w ramach "dobrej zmiany" nie da się pracować. W ostatnim roku brałem udział w projekcie badawczym HESTOR - magazynowanie energii odnawialnej w postaci wodoru w kawernach solnych. Liderem projektu jest LOTOS.
Bożena świetnie czuje się na emeryturze i wciąż brak jej czasu. (!),
Michał nadal ciężko pracuje we Floboxie. Mają wreszcie produkt komercyjny, ale sprzedaż rozwija się zbyt wolno, jak na razie. Oby się to poprawiło.

No i nadal, jeśli się uda, fotografuję owady. Tu i tam


następne   na górę strony

1.1
10 lutego 2016 zmarła w Krakowie Alina Mikułowska-Pomorska z domu Tarnowska.

Była moją kuzynką, córką Wandy z Nitschów Tarnowskiej, siostry mojej matki. Znaliśmy się od dzieciństwa, regularnie widywaliśy się, zwłaszcza w okresie, gdy mieszkaliśmy na Gontynie.

Pogrzeb odbył się w czwartek 18 lutego 2016 na cmentarzu Rakowickim. Mszy i ceremoniom przewodniczył ks. Adam Boniecki.

Na cemntarzu.

A tutaj jeszcze między nami podczas wesela Pierra Vassala.

A tu zdjęcie z czasów, kiedy jeszcze była młoda i piękna.

I taką zachowamy w naszej pamięci.

poprzednie   na dół strony

następne   na górę strony

1.2
26 czerwca 2016 zmarła w Wilczy Łucja Nowak, z domu Żyła.

Była moją kuzynką, córką Rozalii z Urbańczyków Żyliny. Przez długie lata, z mężem Józefem gospodarowała (czytaj:ciężko harowała) na gospodarstwie dziadka. Trochę żal, że w ostatnich latach rzadko odwiedzaliśmy ją. Postarzeliśmy się i odległość z Krakowa do Wilczy jakoś bardzo urosła, mimo samochodów.

Msza św. i nabożeństwo żałobne odbyło się w kościele parafialnym w Magnuszewicach 28 czerwca 2016.

Podcas nabożeństwa w kościele.

Pochowana została na cmentarzu "Na Wyszkach".

Rodzina przy trumnie zmarłej.

Zdjęcie z dawnych lat, na którym cieszy się (i chwali) uzbieranymi rydzami.

W 1955 roku, w przydomowym ogrodzie.

poprzednie   na dół strony

następne   na górę strony

2.1   20 września 2016 urodziła się w Paryżu Liz Peyron córka Claire i Juliena. Jest wnuczką Daniela Vassal i Barbary z dom Tarnowskiej, prawnuczką Wandy z Nitschów Tarnowskiej, siostry mojej matki.

poprzednie   na dół strony

następne   na górę strony

2.1   26 grudnia 2016, w Antibes (Francja) urodził się Gabriel COurtaud drugi syn Joannny i Mathieu. Jest wnukiem Marka Urbańczyka, prawnukiem Leona Urbańczyka, brata mego ojca.

Mały Gabryś.

poprzednie   na dół strony

następne   na górę strony

3.1   W zjeździe rodzinnym Sobków, który odbył się w Łańcucie 28 maja 2016 wzięło udział 50 osób, wliczając małoletnie dzieci (a nie wliczając naszej Soni, whippetki, która też na zjeździe była).
Spotkanie rodzinne odbyło się w restauracji hotelu Vis-a-vis. Oto parę migawek (nie udało się, niestety, zrobić wspólnego, zbiorowgo zdjęcia).

Stoły ustawione w wielką podkowę wypełniły niemal całą salę restauracyjną.

Tu zasiadła starsza generacja.

I spojrzenie od drugiej strony.

Tu część młodszego pokolenia.

Centralne "honorowe" miejsca.

Najstarsi snuli ciekawe wspomnienia, chciwie słuchane.

Najmłodsi preferowali własne towarzystwo.

A pogoda była wspaniała. Przed spotkaniem spacerowałem po parku - także i tą bukową aleją.

poprzednie   na dół strony

następne   na górę strony

4.1   Do Bonn i Kolonii polecieliśmy, aby obejrzeć wystawę „Japońska miłość impresjonistów – od Moneta do Renoira”, w Kunst- und Ausstelungshalle, w Bonn. Japończycy chyba wcześniej od Europejczyków poznali się na impresjonistach i zaczęli kolekcjonować ich dzieła. Największe kolekcje zgromadzili rywalizujący ze sobą Kōjirō Matsukata i Magosaburō Ōhara.
Wystawa w Bonn to była niepowtarzalna okazja do zobaczenia wybranych perełek z tego, co w swych muzeach zgromadzili Japończycy.

Telebim reklamowy wystawy, wyświetlający na przemian tekst niemiecki i japoński. Tło stanowi fragment obrazu Moneta „W łódce”.

Claude Monet był miłośnikiem drzeworytów japońskich. Nabywając je, nieraz płacił własnymi obrazami. Kōjirō Matsukata nawiązał z nim kontakt poprzez swą siostrzenicę, która sama malowała i jakiś czas mieszkała we Francji. Obraz Moneta „W łódce” namalowany był w 1887 r. Wszedł w skład kolekcji Matsukaty, która obecnie jest wystawiana w Muzueum Narodowym Sztuki Zachodniej w Tokio. Bardzo żałowaliśmy, że nie można było na wystawie robić zdjęć.

Zwiedziliśmy przy okazji katedrę w Bonn, romańską z XI-XIII wieku (budowano ją 174 lata).

Wnętrze katedry. Jej patronami są święci męczennicy Kasjusz i Florencjusz oraz św. Marcin.

Fragment katedralnego wirydarza.

Można było zato robić zdjęcie w Kolonii, w Wallraf-Richartz Muzeum.
To fragment jednego z obrazów z cyklu Męczeństwo św. Urszuli, (Kölnisch 1455-60). Zadziwiło mnie, że tu nagusieńkim panienkom w kąpieli przyglądają się osoby duchowne.
Jak dowiedziałem się z objaśnień, część towarzyszek św. Urszuli była pogańska i przed pielgrzymką do Rzymu udzielono im chrztu, co tu jest przedstawione.
Nieznającym legendy o św. Urszuli wyjaśniam, że ślubowała ona dziewictwo, ale zgodziła się zostać żoną księcia burgundzkiego, stawiając warunek, że przedtem uda się do Rzymu (być może po zwolnienie ze ślubów?). Towarzyszyło jej 11 panien, z których każda miała orszak 1000 innych panien. W drodze powrotnej dostały się w ręce Hunów i poniosły śmierć męczeńską.
(-A ty żaczku uczony, coś we szkołach ćwiczony, powiedz nam, co jest jedenaście?
-Jedenaście tysięcy świętych męczenniczek...)

Wilhelm von Harnier „Malarz z rodziną przy sztalugach” (1838).
Inny obraz z tego muzeum.

Będąc w Kolonii koniecznie trzeba zobaczyć słynną katedrę, jedną z największych gotyckich katedr Europy.

Figury świętych zdobiące jeden z portali do kolońskiej katedry.

Zdjęcie z krzyża - stacja drogi krzyżowej w kolońskiej katedrze.

Mniejszy z relikwiarzy w katedrze - nie znalazłem informacji, co zawiera. Większy z relikwiarzy zawiera relikwie Trzech Króli, niestety choinki bożonarodzeniowe uniemożliwiały zrobienie dobrego zdjęcia.

W kaplicy Maryjnej znajduje się XV-wieczny tryptyk autorstwa Stephana Lehnera. Część centralna przedstawia pokłon Trzech Króli, lewe skrzydlo – św. Urszulę z towarzyszkami, prawe skrzydło – św. Gereona.

Widok na bogato zdobioną wieżę starego ratusza w Kolonii. Stary Ratusz w Kolonii to jeden z najstarszych w Niemczech, z tym, że najstarsza część, co przetrwała do dziś, to sala hanzeatycka. Wieżę ratuszową, wysoką na 61 m zbudowano w latach 1407-1414.

Wieżę ratusową zdobią liczne rzeźby historycznych postaci związanych z miastem, jak Marek Agrypa, Agrypina, czy Mistrz Eckhart, Ma to ukazać, że historia Kolonii sięga czasów starożytnych. Nie wiem, kim są postacie na zdjęciu. Moją uwagę zwróciła osoba po lewej, depcząca prawą nogą czyjąś głowę po swej lewej stronie.

poprzednie   na dół strony

następne   na górę strony

4.2   Tego roku zorganizowaliśmy wycieczkę międzyklubową Klubów Tygodnika Powszechnego do Umbrii.
Z wielkim bólem wybierałem zdjęcia, tyle by warto pokazać... Pewnie te, co wybrałem, to ani najlepsze, ani najciekawsze. Ale może chociaż "reprezentacyjne"?

Monselice - pierwsza miejscowość na naszej trasie warta jest osobnego zwiedzania. Nam tu wypadł nocleg i odbyliśmy jedynie krótki spacer po mieście.

Padwa nie leży w Umbrii. Uznano jednak, że skoro jest po drodze, koniecznie się trzeba w niej zatrzymać.
Tym razem obrzeża Prato della Valle zapełnione były straganami. Widać wypadła jakaś targowa sobota. Znad straganow wygląda bazylika św. Justyny z XV w. Oprócz grobowca tej męczennicy są w niej również szczątki św. Łukasza ewangelisty (były one w 1998 poddane badaniom, które nie zaprzeczyły ich możliwej autentyczności).

Biura podróży uważają jednak (bardzo niesłusznie), że w Padwie wystarczy zwiedzić bazylikę św. Antoniego.
Zbudwana w latach 1238-1310. łączy w sobie style romański, bizantyjski, gotycki, a dzwonnice ma wzorowane na islamskich minaretach.

Wnętrze bazyliki - fragment sklepinia. Niestety, franciszkanie nie godzą się, na robienie zdjęć wewnątrz bazyliki.

Fragment bazyliki z wirydarza nowicjatu.

Z kolei zawitaliśmy do Arezzo. I ono nie leży w Umbrii, ale Umbria nie Umbria, freski Pierro della Francesca należy zobaczyć, jeśli się jest w pobliżu.
Trzeba w tym celu wejść do bazylika św. Franciszka (obok).

Freski znajdują się w Kaplicy Większej (Cappella Maggiore), namalowane w połowie XV w. przedstawiają "Historię Prawdziwego Krzyża". Obok częściowo uszkodzony fresk przedstawia zwycięstwo Konstatntyna przy Moście Mulwijskim. Więcej szczegółów można znaleźć w Internecie Legenda prawdziwego krzyża.

Fragment słynnej 4-kondygnacyjnej fasady kościoła Santa Maria della Pieve, zbudowanego w latach 1140-1320.

Piazza Grande, centralny plac Arezzo - po lewej absyda kościoła Santa Maria della Pieve, w środku Pałac Sprawiedliwości, po prawej Pałac Braterstwa Laików.

Czyż nie jest malowniczy Piazza Grande?

Wędrując uliczkami Arezzo zobaczyliśmy pochód orkiestry w malowniczych strojach.

Widzieliśmy także paradę zabytkowych samochodów.

Następny dzień spędziliśmy w Orvieto. To już Umbria.
Schodzimy na dno Studni św. Patryka. Zbudowano ją w latach 1527-37 na rozkaz papieża Klemensa VII, który w Orvieto się chronił po zdobyciu Rzzymu przez Karola V. Studnia ma 58,44 m głębokości, okrążają ją dwa ciągi schodów, po 248 stopni. Jednymi schodzono, drugimi wychodzono. Schody są odpowiednio szerokie, by mogły nimi chodzić osły objuczone wodą.

Studnia ma 13 m średnicy, światła na schodach dostarczają 72 okna do wewnątrz.

Najważniejszym zabytkiem w Orvieto jest katedra. Historia jej wiąże się z Cudem eucharystycznym w Bolsena. W 1263 roku, pewien ksiądz, co powątpiewał w przeistoczenie, odprawiając Mszę w pobliskiej miejscowości Bolsena, zobaczył, jal nagle z hostii zaczęła wypływać krew plamiąc korporał. Papież Urban IV zdecydował, że korporał, będący dowodem cudu eucharystycznego musi być przechowywany w odpowiedniej budowli i w tym celu zbudowano katedrę w Orvieto, w latach 1290-1320, z kaplicą na korporał

Rozeta na frontonie katedry, otoczona figurami świętych.

Mozaika na frontonie katedry w Orvieto przedstawiajaca ukoronowanie Matki Bożej Wniebowziętej.

W katedrze, w kaplicy św. Britiusa (pierwszy biskup Spoleto i Foligno) znajdują się wspaniałe freski przedstawiające sceny związane z sądem ostatecznym. Namalowali je Fra Angelico i Luca Signorelli w latach 1447-1503. Fragment obok przedstawia powszechne zmartwychwstanie umarłych, na głos trąb archanielskich.

Wiele jest atrakcji w Orvieto. Jedną z nich jest zwiedzanie podziemnego Orvieto - jaskiń, jakie wydrążyli mieszkańcy w ciagu paru tysiecy lat.

Cztery noce spaliśmy w Foligno. I tam byłoby co zwiedzać, ale mieliśmy na to jedynie wieczory. Tu ulica Largo Giosuè Carducci, w perspektywie Muzeum diecezjalne.

Plac Republiki, po prawej katedra p.w. św. Felicjana z XII w.

Na przeciwko katedry pałac gminy. Zbudowany w XIII w, ale później przebudowany, z fasadą z lat 1835-9. Tylko wieża nietknięta, XIII-wieczna.

Najstarsza siedziba franciszkanów, to kościółek Świętej Marii Anielskiej, zwany Porcjunkulą, który podarowali im benedyktyni. Św. Franciszek wyremontował go a wokół pobudowano domki. Później, w latach 1569-1679 nad Porcjunkulą wybudowano wielką bazylikę, widoczną na zdjęciu.

To wewnątrz bazyliki, widok Porcjunkuli od frontu.

Porcjunkula pochodzi z X w. Freski zdobiące Porcjunkulę - z XIV i XV w. Ostatnie zabiegi konserwatorskie przeszły w 1998 r .

I wreszcie widok absydy.

A teraz bazylika św. Franciszka w Asyżu wzniesiona w XIII w. wnet po śmierci świętego. Widok od strony wejścia dla turystów do kościoła dolnego.
W Asyżu byliśmy na dzień przed Światowym dniem modlitw o pokój, z udziałem papieża Franciszka. Podjęto nadzwyczajne środki bezpieczeństwa. By dostać się do Bazyliki Panny Marii Anielskiej trzeba było przejść kontrolę jak na lotnisku. I tutaj, gdzie leży pomarańczowa belka był punkt kontrolny. Po prawej widać strażników sprawdzających przybyszów. Chronią się pod dachem, bo deszcz pada. W ogóle mieliśmy w Umbrii pogodę w kratkę. Chwilami kropiło, chwilami wychodziło słońce...

Widać przygotowania do Modlitw. Dziedziniec przy dolnym kościele został odgrodzony, krzesła już stoją, na podium trwają rozmaite próby.

Na światowe modlitwy o pokój zjechali do Asyżu przedstawiciele wielu krajów i wielu religii. Te Japonki Bożena powitała po japońsku.

A ich języka nikt z nas nie znał.

I fronton górnego kościoła św. Franciszka. W dolnym i górnym kościele są cudowne freski Giotta, Cimabuego i Maestro di San Francesco (tzn. Mistrza św. Franciszka). Jednak nasze zdjęcia nie są na tyle dobre, by warto je było prezentować.

A tu wejście do domu Piotra Bernardone, rodzinnego domu św. Franciszka.

Widok na fronton kościoła św. Klary. Zbudowany również w XIII wieku, ale łuki przyporowe dodano pod koniec XIV w. zaś rozeta we frontonie podobno jest współczesna.

Tutaj za tło posłużył nam kościół św. Rufina.

Jeszcze raz Asyż. Przeszedł deszcz, zaraz wyjrzy słońce.

Cortona leży już w Toskanii, za miedzą Umbrii. Tu widać bramę w murach miejskich z zachowanymi fragmentami z czasów etruskich.

Duża część z nas poszła zwiedzić w Cortonie muzeum diecezjalne. Fragment jednego z eksponatów przedstwiający sytuację, gdy dominikanie nie mieli co jeść i zjawili się aniołowie z chlebem.

Kościół św. Franciszka w Cortonie, XIII w.

W posadzce kościoła św. Franciszka można wypatrzyć takie ozdoby.

Perugia - miasto pamiętające Etrusków, w średniowieczu weszło w skład Państwa Kościelnego. Zachowało częściową autonomię aż do czasu, gdy papież Paweł III narzucił Perugii podatek od soli, z którego miasto wcześniej było zwolnione. Zbuntowana Perugia została zdobyta w 1540 roku. Zwycięski papież zarządził budowę twierdzy. Z braku terenu, zbudowano ją częściowo na domach stojących niżej. Oto jedna z dawnych uliczek, nakrytych przez papieską twierdzę Rocca Paolina.

Do jednej z uliczek w Rocca Paolina prowadzi brama z czasów etruskich (część dolna). Wyżej - nadbudowy z czasów rzymskich.

Widok na niżej położoną część miasta.

W Perugii, w katedrze św. Wawrzyńca, z przełomu XIV i XV w.

W Collegio del Cambio, czyli Kolegium Wymiany Walut. Sala ozdobiona fraskami Perugina wykonanymi w latach 1497-1500. Tu fragment dwóch fresków przedstawiających cnoty kardynalne. Na tym po prawej męstwo i umierkowanie.

Jeszcze fragment sali w Collegio del Cambio. Na wszelki wypadek wyjaśnię, że Perugino nazywał się Pietro di Cristoforo Vannucci. Przydomek Perugino wiąże się z otrzymaniem przez niego honorowego obywatelstwa Perugii, w której najwięcej tworzył.

Madonna z Dzieciątkiem dłuta Agostino d'Antonio di Duccio (powstała 1457-61). Galeria Narodowa Umbrii znajduje się na piętrach Palazzo dei Priori. Zwiedzaliśmy ją na własną rękę, ale naprawdę było warto.

A oto samo Palazzo dei Priori.

Spoleto założyli Umbrowie, którzy byli tu przed Etruskami.
Najciekawsze zabytki są jednak ze średniowiecza. Tu widok na katedrę pw. Św. Marii Wniebowziętej, zbudowana w latach 1175-1227. W katedrze jest grób Filipo Lippiego, a także list własnoręcznie napisany przez św. Franciszka.

Górna część frontonu katedry.

Fragment fresków w katedrze, w kaplicy biskupa Eroli, które namalował Pinturicchio (Bernardino di Betto) w 1497 r.

Tu z kolei fragment fresków w głównej absydzie, namalował je Filipo Lippi w 1467–1469. Zaśnięcie Maryi.

I Wniebowzięcie - też dzieło Filipo Lippiego.

Z placu przed katedrą widać tył kościoła pw. św. Eufemii gdzieś z VIII-IX w. Zapewne później nieco przebudowywany.

Nad Spoleto góruje XIV-wieczna forteca Rocca Albornoziana o sześciu wieżach.
Nas jednak urzekły stada jaskółek gnieżdżących się na jej murach i latających dookoła.

Spod fortecy podziwiamy sławny most Ponte delle Tori nad rz.Tessino. Podobno jest to dawny rzymski akwedukt przebudowany na most w XIII w.

Któż z nas nie słyszał, jak św. Franciszek pojednał groźnego wilka z mieszkańcami Gubbio. To właśnie Gubbio było ostatnim z miast Umbrii, jakie odwiedziliśmy.
Widok na XIII-wieczną katedrę pw. św. Mariana i Jakuba, afrykańskich męczenników z III w. W lewo od katedry Palazzo Canonici mieszczące Muzeum Diecezjalne.

Fragment wnętrza katedry. Freski są dziełem malarzy "XVI-wiecznej szkoły umbryjskiej".

Jeden z eksponatów w Muzeum Diecezjalnym Gubbio.

Widok spod katedry na Palazzo dei Consoli, czyli Pałac Konsulów, piękny przykład XIV-wiecznej architektury świeckiej.

Palazzo dei Consoli mieści Museo Civico.

Niestety, nie zapisałem, kto namalował tę Pietę, eksponowaną w Museo Civico. Trudno.

W Spoleto są ruiny rzymskiego amfiteatru, które jednak oglądaliśmy z daleka, przez teleobiektyw.

Jedna z uliczek w Gubbio.

Nocowaliśmy w powrotnej drodze w Villamarina di Cesenatico. Jest to nadmorski kurort. Więc podziwiamy Adriatyk.

Plaża w Villamarina.

Na porannym spacerze.

W drodze powrotnej zahaczyliśmy o San Marino. Obok Piazza della Libertà (czyli Plac Wolności) i Palazzo Pubblico, czyli ratusz, siedziba rządu republiki. Zbudowany pod koniec XIV w. w stylu gotyckim, później kilkukrotnie przebudowywany. Przed ratusem, oczywiście, Statua Wolności.

Wartownik przy wejściu do ratusza.

Miasto San Marino leży na zboczu Monte Titano. Grań zwieńczona jest średniowiecznymi murami w których wyróżniają się twierdze i wieże.
Tutaj widok na najstarszą i zarazem największą z nich - La Rocca o Guajta. Zbudowana w XI w., ale w XV w. przebudowana.

Druga twierdza La Cesta o Fratta pochodzi z XIII w. Znajduje się na najwyższym szczycie Monte Titano (739 m n.p.m.).

Wzdłuż murów ciągnie się półdziki park, wspaniale spaceruje się od Guaita do najdalszej wieży Torre Montale. Tu odcinek pomiędzy wspomnianymi twierdzami.

Rawenna również leży poza Umbrią. Ale jak tu nie skorzystać z okazji i, choćby przelotnie, nie rzucić okiem na najsłynniejsze mozaiki?
Oto Bazylika św. Witalisa (San Vitale). Zbudowana w pierwszej połowie VI w. Z zewnątrz nie wydaje się taka okazała, ale wewnątrz...

Pojęcie o tym, jak jest wewnątrz bazyliki Św. Witalisa mógłby dać tylko film. Żadne zdjęcie nie jest w stanie. Najsłynniejsze mozaiki znajdują się w presbiterium, przedstawiają cesarza Justyniana z dworem i cesarzową Teodorę z dworem. Chyba wszystkim są znane.

Tutaj mozaika dotycząca dziejów Abrahama. Trzej aniołowie zapowiadają, że Sara urodzi Izaaka, po prawej Abraham składa Izaaka w ofierze.

Obok San Vitale znajduje się Mauzoleum Galii Placydii (zm. 450 r.). Wnętrze również zdobione mozaikami.

W kościele św. Franciszka najciekawsza jest krypta, z fragmentem posadzki z V w. Niestety, do krypty przedostaje się woda, w związku z zapadaniem się gruntów Rawenny.

Grobowiec Dantego Alighieri. Wybudowany w 1780 r. Poprzednio ciało poety spoczywało w kościele św. Franciszka.

Bazylika św. Apolinarego w Rawennie (Sant’Apollinare Nuovo), wzniesiona z początkiem VI w.

Najsłynniejsza z mozaik u św. Apolinarego przedstawia Trzech Króli. Jest to podobno najstarszy zabytek, gdzie figurują ich imiona.

Baptysterium Neona to najstarszy zabytek chrześcijańskiej Rawenny z przełomu IV/V w. Nazwane od biskupa Neona, który w V w. nadał baptysterium ostateczny wygląd. Zwane też baptysterium ortodoksów dla odróżnienia od baptysterium arian.

Strop baptysterium przedstawiający Chrzest Chrystusa w Jordanie. Pierwotnie św. Jan Chrzciciel nie polewał głowy Jezusa, ale trzymał rękę na jego głowie, by go zanurzyć w rzece. Później przerobiono mozaikę, by "uwspłócześnić" obraz chrztu.

W Rawennie (a ściślej pod Rawenną, w Classe) jest druga bazylika św. Apolinarego (Sant’Apollinare in Classe). Tu wnętrze bazyliki.

Fragment centralnej mozaiki w absydzie bazyliki św. Apolinarego. Patronowi bazyliki towarzyszy 6 owieczek z lewej i sześć z prawej (na zdjęciu widoczne tylko trzy z obu stron). Wyżej jest symboliczna scena Przemienienia. Widać trzy owieczki symbolizujące apostołów i podstawę krzyża symbolizującego Chrystusa.

poprzednie   na dół strony

następne   na górę strony

5.1   Nocny złaz na Leskowiec
Ten dzień, 15 października, z pewnością zaliczał się do pięknych dni. Niestety, nie można tego powiedzieć o nocy, która po nim nastąpiła, a którą zamierzaliśmy prześpiewać przy ognisku, na polanie, gdzieś w paśmie Leskowca. Ale i tak możemy uważać, że mieliśmy szczęście. Niepomyślne prognozy pogody zawodziły przez całą sobotę. Opady zaczęły się dobrze po północy. Najpierw od czasu do czasu coś słabo siąpiło, potem ciut mocniej, aż w końcu, koło 2:30 zaczęła się regularna ulewa. Najbardziej mnie dolało podczas schodzenia do Ponikwi.

Ale gdy zasiadaliśmy wokół ogniska, jeszcze mieliśmy nad sobą czyste niebo rozgwieżdżone. I zdążyliśmy sporo pośpiewać.

Przy ognisku dobrze nam było, w każdym razie do czasu, nim deszcz się stał ulewny.

poprzednie   na dół strony

następne   na górę strony

5.2   1-2 października odbył się w Krakowie IV zjazd Klubów Tygodnika Powszechnego. Znowu byliśmy z Bożeną jego współorganizatorami, jako koordynatorzy krakowskiego Klubu TP

Rozpoczęło się Mszą świętą.

Dyskusję na temat „Co nam zostało po Światowych dniach młodzieży i wizycie papieża Franciszka” prowadzili prof. Tadeusz Sławek (UŚ) i ks. Adam Boniecki MIC.

W drugim dniu było spotkanie z redakcją Tygodnika Powszechnego w siedzibie Redakcji.

Spotkanie z redaktorami znanymi z artykułów było ciekawe, ale także zwiedzenie wnętrz redakcji, niektórych z „historycznym wystrojem”.

poprzednie   na dół strony

następne   na górę strony

5.3   Nagroda im. Jerzego Turowicza.
13 lutego 2016 wręczono Andrzejowi Brzezieckiemu Nagrodę im. Jerzego Turowicza. Uroczystość odbyła się w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie.
Andrzej Brzeziecki jest redaktorem naczelnym „Nowej Europy Wschodniej” i publicystą „Tygodnika Powszechnego”. Studiował historię na UJ.

Nagrodę otrzymał laureat za książkę pt. „Tadeusz Mazowiecki – Biografia naszego premiera”. Był on w swoim czasie asystentem Tadeusza Mazowieckiego.

Adam Szostkiewicz podkreślił w laudacji, że Andrzej Brzeziecki znakomicie poradził sobie z wyzwaniem, jakim było napisanie biografii Tadeusza Mazowieckiego, nie bał się rozmów na bardzo poważne tematy z samym bohaterem, jego rodziną i innymi osobami, a nawet „wyciągnął” z nich wiele rzeczy nowych i dających do myślenia.

poprzednie   na dół strony

następne   na górę strony

5.4   Nagrody im. ks. Józefa Tischnera
Tegorocznymi laureatami zostali o. Jan Andrzej Kłoczowski, Jerzy Sosnowski i ks. Józef Krawiec.
O. Jan Andrzej Kłoczowski historyk sztuki, teolog i filozof, dawny duszpasterz akademicki, dziś znany z „dwunastek” - niedzielnych Mszy św. u krakowskich dominikanów.
Otrzymał nagrodę w kategorii pisarstwa religijnego lub filozoficznego, stanowiącego zdaniem jury kontynuację „myślenia według wartości” za „całokształt twórczości, w której buduje mosty między teologią, filozofią i psychologią. Jan Andrzej Kłoczowski podkreśla, że wiara musi się opierać na przekonaniach, a nie uczuciach. Choć jego myślenie wypływa z chrześcijańskiego objawienia, nie waha się przyznać, że mistyk i sceptyk potrzebują siebie nawzajem”.
Jerzy Sosnowski Absolwent polonistyki na UW, historyk literatury, polski pisarz, publicysta, felietonista, dziennikarz telewizyjny i radiowy.
Nagrodzony w kategorii publicystyki lub eseistyki na tematy społeczne, która uczy Polaków przyjmować „nieszczęsny dar wolności”, za książkę „Co Bóg zrobił szympansom?”, w której – jak napisało jury – „przywraca blask słowu dialog. Jego słowa burzą sztuczny mur rozdzielający wierzących od niewierzących i otwierają na wymiar tajemnicy. Tajemnicy, która przekracza ludzkie pojęcia, ale jest dana wszystkim – wierzącym i niewierzącym”.
Ks. Józef Krawiec Święcenia kapłańskie przyjął w 1990. W 1998 założył dom dla bezdomnych mężczyzn, położony na terenie byłego folwarku Stadniny Koni w Strzelcach Opolskich i zamieszkał ze swoimi podopiecznymi. W 2002 należał do założycieli Stowarzyszenie Pomocy Wzajemnej "Barka" w Strzelcach Opolskich, które zajmuje się pomocą osobom bezdomnym. Jest również kapelanem zakładów karnych w Strzelcach Opolskich.
Nagrodzony w kategorii inicjatyw duszpasterskich i społecznych współtworzących „polski kształt dialogu Kościoła i świata” za działalność na rzecz ludzi społecznie wykluczonych. Stowarzyszenie, które założył, „daje schronienie i wszechstronną opiekę tym, którzy z rozmaitych przyczyn stali się bezdomni. Ksiądz Krawiec skutecznie pomaga im odzyskać poczucie godności i powrócić do społeczeństwa”, czytamy w werdykcie.
Ograniczymy się do trzech zdjęć z wreczenia nagród.

Plakat Dni Tischnerowskich.

Dyskusja z laureatami - od lewej: Henryk Woźniakowski, ks. Józef Krawiec, Jerzy Sosnowski, o. Jan Andrzej Kłoczowski, ks. Adam Boniecki.

Galę uświetnił koncert „Poeci Tischnera” z udziałem Ewy Kaim i Iwony Konieczkowskiej. Kapitalnie odśpiewały "Żegnaj Pamelo". Z pocztówek dźwiękowych, jakie miał ks. prof. Tischner, najbardziej zużyta była z tą piosenką.

poprzednie   na dół strony

następne   na górę strony

5.4   40-lecie Wydziału Filozoficznego UJPII

8 grudnia 2016 Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jana Pawła II obchodził swój jubileusz czterdziestolecia. Uroczyste obchody rozpoczęły się Mszą św. w kolegiacie św. Anny,

Celebransem był kardynał Stanisław Dziwisz, metropolita krakowski.

Następnie grono profesorskie przeszło w pochodzie ul. św. Anny i Jagiellońską.

Dalsze obchody odbyły się w auli PWST. Uświetnili je swymi wykładami prof. Franciszek Ziejka i o.prof. Jan Andrzej Kłoczowski (na zdjęciu pierwsi od prawej).

Odbył się też recital fortepianowy Karola Tarnowskiego - pianisty i zarazem profesora tego wydziału.

poprzednie   na dół strony

następne   na górę strony

5.4   Za walkę ze smokiem
Uroczysta gala wręczenia medali św. Jerzego za rok 2016 odbyła się 17 grudnia w Małopolskim Ogrodzie Sztuki.
Redaktor Kuźmiński, prowadzący uroczystość zwrócił uwagę, że Medal św. Jerzego jest symbolem wszystkich wartości, które pragnie sobą reprezentować „Tygodnik Powszechny” i że niebywale świadczą o tym laureaci Medalu.
Piotr Mucharski, redaktor naczelny „Tygodnika Powszechnego”, członek Kapituły Medalu św. Jerzego: stwierdził m.in.: – W czasach postprawdy Kapituła Medalu pomyślała o solidarności. A jak pomyśleliśmy o solidarności, to jasnym okazało się, że laureatami tegorocznego Medalu są Giusi Nicolini - burmistrzyni Lampedusy i prof. Karol Modzelewski.

Laureaci zostali przedstawieni w krótkich materiałach filmowych. Na jednym ze slajdów czytaliśmy:
„Na cmentarzu nie ma już wolnych miejsc. Wygospodarowałabym nowe, ale jak duży ma być cmentarz na mojej wyspie?” – zapytała kiedyś Giusi Nicolini.
Kiedy nazwa Lampedusa dopiero zaczynała nam dźwięczeć w uszach, był tam już dziennikarz „Tygodnika Powszechnego” Marcin Żyła, który podczas gali wygłosił laudację na cześć laureatki Medalu. Mówił, że na Morzu Śródziemnym ginie coraz więcej ludzi.
– Od stycznia – 4813 osób. To jest o jedną czwartą więcej niż rok wcześniej. Tylko w ciągu miesiąca – od połowy października do połowy listopada – utonęły 703 osoby. Te dane są zaniżone, bo wielu wypadków statystyki po prostu nie rejestrują... Nikt w Europie nie jest bliżej tych tragedii od mieszkańców gminy Lampedusa i Linosa.

W materiale filmowym o Karolu Modzelewskim, na jednym ze slajdów widniało:
„Karol Modzelewski brał udział w niemal wszystkich przełomach polskiego komunizmu”. Na innym: „W podzielonej na obozy Polsce pozostaje uosobieniem ducha solidarności”.
W laudacji ks. Adam Boniecki stwierdził m.in.:
W tym roku zgoda kapituły co do laureata była jednoznaczna, ale tego smoka nie udało nam się precyzyjnie sformułować. Skąd ta trudność? Stąd, że Karol Modzelewski nie walczy z jakimś jednym smokiem, ale jest postrachem wszystkich smoków razem wziętych. Sama jego obecność ma moc egzorcyzmu, odstrasza smoki od osiedli ludzkich.

Laureaci słuchają laudacji, obok p. Nicolini tłumaczka.

Laureaci po otrzymaniu nagród.

W części artystycznej wystąpił zespół Motion Trio: Janusz Wojtarowicz, Paweł Baranek, Marcin Gałażyn. Grają oni na akordeonach - Wojtarowicz na klawiszowym, pozostali na guzikowych. Najpierw grali "The heart" (serce) potem "Głosy wojny", "Wschód słońca" na końcu adaptacje Chopina, Bacha itp.

poprzednie   na dół strony

następne   na górę strony

6.   Bożena cieszy się rozkoszami posiadania psa. W ramach tych radości, nasza charcica whippetka Sonia czyli La Rose de Provins uczestniczyła w dwóch Międzynarodowych wystawach.

18 czerwca, na XX Międzynarodowej Wystawie Psów Rasowych w Krakowie, Sonia dostała ocenę jedynie bardzo dobrą.

7 sierpnia, na IV Międzynarodowej Wystawie Psów Rasowych w Zakopanem, która de facto odbywała się w Kościelisku na Groniu, Sonia uzyskała ocenę doskonałą. Ale i tak miejsce ostatnie w grupie. Bardzo lubi biagać, ale absolutnie nie podczas wystawy.

W trakcie prezentacji.

Podczas spaceru w Zielonkach, w pobliżu hotelu Twierdza.

W Kościelisku, spacer po lesie, po prezentacji na wystawie.

W Strzeżowie, podczas postoju przy karczmie "Siedlisko".

poprzednie   na dół strony

  na górę strony

7.  

Karłątek ryska (Thymelicus lineola, z rodziny Powszelatkowate (Hesperiidae)

Przeplatka diamina (Melitaea diamina), z rodziny Rusałkowate (Nymphlidae).

Modraszek ikar (Polyommatus icarus), z rodziny Modraszkowate, pospolity motyl, ale tego zaobserwowałem w Classe pod Rawenną, przy bazylice św. Apolinarego!

To już nie owad, ale dzierzba gąsiorek (Lanius collurio). Zobaczyłem go na spacerze z Sonią. Chyba młodociany, bo nie uciekał, nie odfruwał, tylko przytulił się do opony samochodu. Sonia nie zwęszyła go.

A tu popielica szara (Glis glis) zamieszkująca dom przyjaciół naszych powinowatych w Miechówce. Popielica jest wpisana do czerwonej księgi zwierząt zagrożonych wyginięciem.

Bez podpisu.

poprzednie   na dół strony

  na górę strony
Poprzednie wiadomości rodzinne | Następne wiadomości rodzinne | Powrót do strony rodzinnej | Powrót do strony głównej